wtorek, 29 marca 2016

Jane Austen – „Opactwo Northanger”

„Opactwo Northanger” to jedna z wcześniejszych powieści Austen. Pisarka w ironiczny sposób prezentuje nam zwyczaje ówczesnych wyższych sfer.



Na wszystko patrzmy oczami Katarzyny Morland, kilkunastoletniej dziewczyny, która nie do końca zdaje sobie sprawę z zasad jakie rządzą w szerokim świecie. Katarzyna, przez narratorkę wciąż nazywana heroiną, po raz pierwszy wyjeżdża z rodzinnej miejscowości do większego miasta. Towarzyszy państwu Allen.
Kolejne dni Katarzyny i pani Allen to bale i spacery do pijalni wód. Na jednym z pierwszych dziewczyna poznaje pana Tilney'a, który od pierwszego spotkaniu zajmuje w jej głowie ważne miejsce, a w pijalni spotykają panią Thorpe wraz z córkami. Jedną z nich jest Izabela, która szybko zostaje przyjaciółką panny Morland. To właśnie dzięki niej, a może raczej przez nią Katarzyna stopniowo poznaje mentalność bogatych państwa i ich przekonania. Wszystko wydaje jej się nienaturalne i dziwne. Zwłaszcza wtedy gdy do panien dołączają ich bracia. Młody Thorpe wyraźnie zabiega o względy Katarzyny, jednak w sposób wzbudzający w niej protest.

Całkowita uwaga Katarzyny Morland skupia się na panu Tilney'u, który po krótkiej nieobecności w mieście wraca wraz z rodziną. Panna Eleonora po jakimś czasie zostaje nową przyjaciółką Katarzy i zaprasza ją do rodzinnego majątku – Opactwa Northanger. Dla dziewczyny zaczytującej się w powieściach grozy wyjazd jawi się jako ogromna przygoda, co skutkuje doszukiwaniem się wszędzie tajemnic i dramatów. Zwłaszcza gdy jej ciekawość jest podsycana przez Henry'ego Tilney'a.

Trójka młodych ludzi w czasie pobytu w Opactwie jeszcze bardziej się ze sobą zaprzyjaźnia, a Katarzyna wciąż jest adorowana przez głowę roku – Generał. Jednak do czasu. Jednego dnia wszystko się kończy i dziewczyna zostaje zmuszona, by wrócić do domu. Jednak... to jeszcze nie koniec.

Wcześniej znałam tylko „Dumę i uprzedzenie” Jane Austen i bardziej chyba chciałam, żeby udzieliły mi się zachwyty wszystkich, niż sama podchodziłam do tego z pozytywnym nastawieniem. Dużo bardziej przemawia do mnie twórczość sióstr Bronte.

„Opactwo Northanger” mnie nie wciągnęło. Zakończenie można przewidzieć dużo wcześniej, zwłaszcza jeżeli przeczyta się opis z okładki (przynajmniej w moim wydaniu). Katarzyna, chociaż nie można jej odmówić własnego rozsądku, bywa niesamowicie naiwna, a kilka kolejnych postaci jest tak irytujących, że tylko czekałam aż zniknął. I generalnie jak to mówi moja mama – książka, w której nie dzieje się nic. Zdecydowanie nie mój klimat.  

środa, 23 marca 2016

Michael Dobbs – „House of Cards. Ograć króla”

Francis Urquhart wraca do gry.
Obejmuje funkcję premiera Wielkiej Brytanii, wprowadza się do mieszkania numer 10 przy Downing Street. I jak mogą domyślić się ci, którzy mają za sobą pierwszą część – od razu rozpoczyna przetasowania, kalkulacje i nowe spiski.



Na drodze Francisa w tej części staje nie tylko opozycja, ludzie rozczarowani – bo coś im obiecał, a teraz stara się z tego wykręcić, ale również sam Król. Król, który dopiero co objął tron i nie do końca dobrze czuje się na swoim stanowisku. Mimo to jednak okazuje się trudnym przeciwnikiem.
Problemy rosną przez Urquhartem zwłaszcza wtedy, gdy niektórzy z przeciwników zawierają sojusze albo zaczynają wyprzedzać jego ruchy. No i przecież nic nie może pójść gładko, kiedy we wszystko zaangażowana jest kobieta.

Książkę czyta się naprawdę świetnie. Akcja zdaje się biec szybciej niż pierwszej części i z całą pewnością można powiedzieć, że ta część jest zupełnie inna. Nie ma się już wrażenia przedstawiania kolejnych scen jako obrazków, wyjętych z opisywanej akcji, wszystko raczej stanowi dużo bardziej spójną całość. To zdecydowanie sprzyja czytaniu, ale wydaje mi się, że zgubił się trochę klimat książkę rozpoczynającej tę serię. Choć może to tylko moje wrażenie, gdy patrzę na obie już po pewnym czasie.


W każdy razie nie mogę się już doczekać, kiedy przeczytam ostatnią część.  

środa, 2 marca 2016

Emily Brontë – „Wichrowe Wzgórza”

Wrzosowiska północnej Anglii. Tereny, która latem są jednym z najpiękniejszych miejsc, a jesienią i zimą jednym z najbardziej przygnębiających. To właśnie tam rozgrywa się akcja „Wichrowych Wzgórz”, książki Emily Brontë.



Pośród rozciągających się wrzosowisk, zupełnie na uboczu znajdują się dwie posiadłości. Tytułowe Wichrowe Wzgórza oraz Drozdowe Gniazdo. Wokół losów ich mieszkańców, nieustannie splatających się ze sobą toczy się opowieść Nelly Dean, gospodyni w Drozdowym Gnieździe, której słuchaczem jest nowy dzierżawca posiadłości. Pan Lockwood po przybyciu do nowego domu zdecydował się złożyć wizytę właścicielowi, jednak nie został miło przyjęty. Wichrowe Wzgórza okazały się posiadłością zimną i nieprzyjemną, a ich mieszkańcy tylko pogłębiali to wrażenie. Nowy dzierżawca przez śnieżycę zostaje zmuszony do spędzenia nocy w domu pana Heathcliffa. Służąca prowadzi go w tajemnicy do niedostępnego dla nikogo pokoju, gdzie gość przegląda stare książki, w których znajduje zapiski ich właścicielki, a na parapecie dostrzega wydrapany napis Katarzyna Earnshaw, Katarzyna Heathcliff, Katarzyna Linton.

Po powrocie do domu wypytuje gospodynię o mieszkańców Wichrowych Wzgórz. Nelly, która jako dziecko służącej wychowywała się wraz z dziećmi pana Earnshaw'a, pierwotnego właściciela posiadłości, snuje przed nim opowieść o Heathcliffie i Katarzynie. Heathcliff został jako kilkuletni chłopiec znaleziony przez Earnshaw'a i przyprowadzony do domu. Szybko podbił serce przybranego ojca, stając się jego ukochanym dzieckiem, co pociągnęło za sobą niechęć ze strony przybranego rodzeństwa – Katarzyny i kilkunastoletniego już Hindley'a. W końcu jednak, gdy ojciec umiera, a władzę w domu przejmuje Hindley, Heathcliff i Katarzyna zaprzyjaźniają się ze sobą. Od tego czasu są nie rozłączni. Spędzając całe dnie na wrzosowiskach, stają się bardziej podobni do dzieci z ubogich wiejskich rodzin, niż szanowanego domu. W końcu jednak po wizycie w Drozdowym Gnieździe Katarzyna dostrzega, że to nie jest do końca jej życie. Dziewczyna zaczyna stroić się w piękne sukienki i zaprasza do siebie rówieśników z sąsiedniej posiadłości. Tym samym Heathcliff czuje się odtrącony, gorszy niż Edgar Linton. Chłopak i Katarzyna chociaż cierpią, coraz bardziej się od siebie oddalają, nie zdając sobie do końca sprawy z gorącego uczucia, jakie się między nimi zrodziło.
Katarzyna w końcu zgadza się wyjść za Edgara i przenosi się do Drozdowego Gniazda. Zdawałoby się, że wszystko się powoli ułoży. Niedoszli kochankowie zapomną o sobie, a uczucie powoli ostygnie. Jednak nic bardziej mylnego. To dopiero początek tej historii... Miłość wciąż miesza się z nienawiścią, zemstą, cierpieniem...

Heathcliff i Katarzyna bywają nazywani parą wszech czasów. Ich miłość nie jest tą szczęśliwą, dającą spokój. Ich serca wciąż są targane sprzecznymi uczuciami co odbija się na ich otoczeniu, a nawet kolejnych pokoleniach. No i właśnie... Ja nie potrafię przyłączyć się do głosów zachwycających się tą parą. Aż sama się sobie dziwię, ale Heathcliff nie zdołał wzbudzić we mnie ani krztyny sympatii. Nie śledziłam z zapartym tchem losów Katarzyny. Nie tej. Dla mnie dużo bardziej ciekawsza i trzymająca w napięciu była ta część historii, która obejmowała kolejne pokolenia. O tym już jednak mówić nie będę, żeby nie zepsuć nikomu czytania.

„Wichrowe Wzgórza” nie są klasycznym romansem. Historia jest mroczna i często tragiczna. Chociaż nie brak również pięknych wyznań miłosnych i chwil szczęścia. Powieść w moim przypadku nie uniknęła porównań z „Dziwnymi losami Jane Eyre”, książką drugiej z sióstr Brontë. Po takim zestawieniu obie powieści zdają się być na tym samym poziomie. „Wichrowe Wzgórza”, chociaż kilka razy zdają się być przewidywalne, to jednak nie nie mogę w nich wskazać takich fragmentów, które byłyby jednoznacznie nudne jak było to w „Jane Eyre”. Myślę, że do obu powieści jeszcze zajrzę w przyszłości.

„Wichrowe Wzgórza” to podstawa klasyki, którą każdy znać powinien. Myślę, że może być też dobrym początkiem dla „znajomości” z klasyką.