czwartek, 23 czerwca 2016

Charlotte Brontë – „Profesor”

Siostry Brontë mam nadzieję kojarzy każdy. Najprawdopodobniej dzięki „Wichrowym wzgórzom”. Dzisiaj przychodzę z powieścią Charlotte Brontë „Profesor”.



Profesor” to pierwsza powieść autorki. Opowieść rozpoczyna się w momencie, gdy główny bohater, William Crimsworth, odnajduje list jaki pisał do swoje przyjaciela. Opisuje w nim swoje losy zaraz po ukończeniu szkoły. Zerwał z dotychczasową opieką wujów i na przekór im postanowił zostać kupcem. W tym też celu napisał z prośbą o pomoc do starszego brata, Edwarda. Gdy list się kończy, William, będący narratorem, zaczyna nam opowiadać o kolejnych zdarzeniach.

Bohater zostaje zatrudniony przez brata jako kancelista, szybko jednaj okazuje się, że nie jest to praca jego marzeń, a z Edwardem na pewno nie będą kochającą się rodziną. Wtedy na jego drodze staje pan Hunsden. Człowiek dość specyficzny, który raz po raz będzie pojawiał się w jego życiu.

Wkrótce Crimsworth z listem polecającym Hundsena w kieszeni wyjeżdża do Belgii, by tam szukać nowego „pomysłu na siebie”. Osiada w Brukseli i tak obejmuję posadę tytułowego profesora. Zostaje nauczyciela w szkole dla chłopców, której dyrektorem jest monsieur Peleta. Mając dobra opinie, podejmuje również niedługo pracę w sąsiedniej szkole dla dziewcząt, którą kieruje mademoiselle Reuter.

Jak doskonale wiadomo, książki sióstr Brontë nie mogą obyć się bez wątku miłosnego. Nie brakuje go również tutaj. Młody zdolny nauczyciel, pewna siebie panna Reuter, pan Pelet, a także młodziutka nauczycielka prac ręcznych, która zostaje również uczennicą Crimswortha. Czwórka bohaterów, których losy ciągle się przeplatają.
Jednak „Profesor” to nie prosty romans. Obok perypetii bohaterów, znajdujemy też liczne rozważania – nazwijmy je ogólnoludzkimi – które pojawiają się albo w przemyśleniach bohatera-narratora, albo w dyskusjach postaci.
A czymże jest skojarzenie, mademoiselle? Nigdy go nie widziałem. Jaką ma długość, szerokość, ile waży, jaką przedstawia wartość, właśnie – wartość? Jaką cenę osiągnie na rynku?Dla kogoś, kto pana kocha, jego portret, ze względu na skojarzenia, jakie budzi, byłby bezcenny.
(…)Jeżeli świat pański jest światem bez skojarzeń, panie Hunsden, to nie dziwię się już, że tak bardzo nienawidzi pan Anglii. Nie wiem dokładnie, czym jest Raj i kim są aniołowie niemniej jednak przyjmując, iż jest to najcudowniejsze miejsce, jakie można sobie wyobrazić, aniołowie zaś są najwznioślejszymi z istot, to jeśli jeden z nich – jeśli sam wierny Abdiel – (myślała o Miltonie) – zostałby nagle odarty z umiejętności snucia skojarzeń, myślę, iż niebawem wybiegłby pędem z „wiecznotrwałych bram”, opuścił niebo i aby odnaleźć to, co utracił, udał się do piekła. Tak, do samego piekła, do którego przecież „wzgardą płacąc, i tyłem się odwrócił”. (str. 275-276)


Książkę czytało mi się naprawdę lekko, a losy Crimswortha wciągały i zmuszały, by czytać wciąż dalej. Zwłaszcza, gdy nadal trwała intryga. Bo niestety, kiedy wszystko stawało się już jasne, nie było żadnych niedopowiedzeń, ani szans na nagły zwrot wydarzeń, miałam wrażenie, że powieść zaczyna powoli umierać śmiercią naturalną. Mimo to jednak czas spędzony z książką naprawdę dobrze wspominam i w pewien sposób nadal jestem nią zauroczona. 

wtorek, 7 czerwca 2016

Magdalena Witkiewicz – „Po prostu bądź”


Kiedy Paulina się urodziła, jej rodzina od razu miała dla niej gotowy plan na całe życie. Po pierwsze – po co komu matura? Po drugie musi wyjść za mąż. Najlepiej za kogoś z sąsiedztwa. Adrian nadawał się idealnie. Po trzecie i najważniejsze – to właśnie ona przejmie po rodzicach gospodarstwo. Dziewczyna tak długo słuchała tej wersji, że w końcu sama uwierzyła, że to jedyne, słuszne wyjście. Jednak... w Adrianie potrafiła zobaczyć tylko przyjaciela, a jej nauczycielka powoli zaczynała otwierać jej oczy, że to ona sama może decydować o swoim życiu. Po jej cichych sugestiach Pola wybrała liceum. A później zdała na architekturę w Gdańsku. Rodzina przyjęła jej wyjazd na studia jako zwykłą fanaberię, która prędzej, czy późnej jej się znudzi i zdecydowanie nie kryła swojego niezadowolenia.

Pola wyjechała z rodzinnego domu, tym samym praktycznie zrywając kontakt z rodzicami na kilka lat. W zamian znalazła tam przyjaciółkę Kingę i miłość. Doktor Aleksander Dembski był wykładowcą Pauliny. Wystarczył jeden wieczór poza uczelnią, by oboje stracili dla siebie głowę.

Jednak, jak to się mówi – chcesz rozśmieszyć Pana Boga, opowiedz mu o swoich planach. Z dnia na dzień Pola została sama. W ciąży, z kredytem na pół miliona...

Łukasz był przyjacielem Aleksa. Znali się od lat. Razem studiowali, razem prowadzili firmę, a także podobały im się te same kobiety. Ale przecież jak wiadomo – kobieta przyjaciela to rzecz święta. Dlatego Łukasz był najlepszym przyjacielem na świecie. Zawsze obok, wystarczyło jedno słowo, by się pojawił. A kiedy Pola została sama, by pomóc jej finansowo i lepiej otoczyć ją opieką, zaproponował jej bardzo specyficzny układ....

Do książki podeszłam z dużą rezerwą. Przez rozpoczęciem miałam ogólne pojęcie czego dotyczy fabuła i mogłam się spodziewać, że stracę trochę nerwów. Czy kochać, tak naprawdę, można tylko raz? W tej kwestii jestem idealistką. Jedną książkę przez podobny temat skreśliłam, w innej główny bohater mnie bardzo irytował, a „Po prostu bądź”? Tutaj było trochę inaczej.

Książka Witkiewicz nie wzbudzała we mnie irytacji w czasie czytania. Historia zupełnie mnie wchłonęła, nie pozwalając się oderwać. Jednak to wcale nie znaczy, że jestem zachwycona.
Już po skończeni mimowolnie porównywałam sobie tę książkę z serią Ficner-Ogonowskiej. Tam całość mnie oczarowała ale główny bohater coraz bardziej irytował. Tutaj, zupełnie paradoksalnie, to właśnie Łukasz został moim ulubionym bohaterem. Ani Poli, ani Aleksowi nie udało się podbić mojego serca. Łukasz przede wszystkim ma w sobie nieco więcej zrozumienia niż Mikołaj z „Alibi na szczęście”. Po nim po prostu bardziej widać, że kocha (choć jak wiadomo do ideału mu daleko).

A czego mi zabrakło? Z jednej strony prosty styl i bardzo szybkie tempo zdarzeń sprawia, że książkę można przeczytać jednego dnia i trzeba ją tak przeczytać, bo odłożyć nie można. Jednak z drugiej dla mnie osobiście jest to sposób pisania zupełnie obcy i czuję duży niedosyt, bo przecież tyle czasu zostało pominięte, zabrakło, dla mnie tak ważnego, wnętrza postaci... Chociaż gdyby pojawiły się takie opisy w pierwszej osobie mogłabym narzekać jeszcze bardziej...


„Po prostu bądź” to książka bardzo prosta i lekka. Przejmująca i niezwykle skutecznie przykuwająca uwagę, jednak brak głębszego wejścia w historię. Ta powieść to dobry sposób, by na chwilę oderwać się od rzeczywistości, ale nie zostaje na dłużej w głowie i z całą pewnością nie mogę jej dodać na listę ulubionych.