środa, 24 sierpnia 2016

Ignacy Karpowicz – „Sońka”

 Prozy Karpowicza wcześniej nie znałam. Do „Sońki” jednak coś mnie przyciągało. I słusznie. Tak jak napisałam na instagramie i facebooku zaraz po jej zakończeniu – jej kupienie było jedną z lepszych decyzji w moim życiu.



Sonia to staruszka mieszkająca w maleńkiej wsi na Podlasiu. Całą miejscowość tworzą cztery domy, z czego tylko dwa są zamieszkane. Jedynymi towarzyszami kobiety są kot, pies, krowa i kury. Pewnego dnia, kiedy Sońka wraca do domu z pastwiska na drodze zatrzymuje się samochód. Wysiada z niego mężczyzna – na pierwszy rzut oka widać, że „miastowy” – i przykuwa uwagę Sonii.

(…) no, taki ładny ten królewicz, że nic tylko go postawić w dużym pokoju i raz w tygodniu odkurzać z kurzu, a na święta ubierać w złocone falbanki, bufki i dziobaki, palić świeczkę, ze skarpety wyciągnąć ostatni po matce pierścionek i patrzeć, patrzeć, aż do akuratnego napatrzenia się, a potem – spać. (str. 12)


Mężczyzna to reżyser teatralny, autor powieści, powszechnie znany jako Igor Grycowski. Los zadecydował, że zatrzymał się właśnie tutaj. Samochód się zepsuł, a w wiosce brak jakiegokolwiek zasięgu. I być może los wiedział co robi?
Kiedy Sonia i Igor nawiązują kontakt oboje wiedzą, że to spotkanie jest bardzo ważne w ich życiu. On dostrzega w niej coś więcej niż staruszkę, więcej niż to, co można zauważyć na pierwszy rzut oka. A ona:
Zrozumiała, że patrzy nie na królewicza, tylko na anioła śmierci; że będzie mogła opowiedzieć swoją historię, wystawić swoje uczynki na zważenie. (str. 22)

Kobieta zaprasza Igora do domu i zaczyna opowiadać swoja historię... Historię, gdzie wojna i miłość się przeplatają i determinują nawzajem. Wojna zawsze niesie ze sobą tylko śmierć i zniszczenie. Miłość niekiedy również. Początkowo przynosi chwile szczęścia, by na końcu zabrać o wiele więcej.
Bo jak może zakończyć się nagła miłość młodej dziewczyny z maleńkiej wioski przy wschodniej granicy i niemieckiego żołnierza?

I chyba nic więcej Wam już nie powiem. Raz, że nie chciałabym powiedzieć za dużo, dwa, że tej historii po prostu nie da się opowiedzieć, streścić. Ją trzeba przeczytać.
„Sońka” to opowieść, która boli. Od początku do końca. A jednocześnie jej styl i treść tak bardzo hipnotyzują, że nie sposób się oderwać. Po prostu trzeba cierpieć dalej razem z bohaterami. To również opowieść, która na długo zostaje razem z nami. I chociaż przeczytana, nie przestaje przyciągać do siebie, kusząc, by ponownie zagłębić się w jej świecie.


Ostatnio mam ogromne szczęście, do książek, które zachwycają mnie stylem. Karpowicz pisze w sposób bardzo specyficzny, ale piękny! Równie specyficznie konstruuje całą książkę. Dla niektórych może być to irytujące. Mnie forma naprawdę zaskoczyła, ale o dziwo po przeczytaniu całości nie mam co do niej żadnych zarzutów. Wręcz przeciwne nadal towarzyszy mi to samo uczucie, które miałam będąc w połowie „Sońki” – chcę ją czytać i czytać.  

środa, 17 sierpnia 2016

Włodzimierz Odojewski – „Oksana”

„Oksana” to druga powieść Włodzimierza Odojewskiego, po którą sięgnęłam. Po „Zasypie wszystko, zawieje...” i rekomendacji moje Pani Profesor od literatury współczesnej, wiedziałam, że prędzej czy później, kolejna książka znajdzie się w moich rękach.



„Oksana” to powieść bardzo specyficzna, zresztą jak cale pisarstwo Odojewskiego. Jej akcja rozgrywa się w latach 90-tych. Głównych bohaterem jest naukowiec, który od wielu lat mieszka i pracuje w Niemczech. Poznajemy go w momencie, gdy w jednej chwili decyduje się wyjechać z kraju, nie mogąc sobie poradzić z chorobą, przed którą lekarze już skapitulowali. Kieruje się do Włoch, które przemierzał już wielokrotnie. Podróżuje od hotelu do hotelu wszędzie witany przez znajomych pracowników. Jego droga to nie tylko próba ucieczki przed umieraniem we własnym mieszkaniu, czy szpitalny łóżku, ale też jak się okazuje rozliczenie z przeszłością. Bohater wielokrotnie analizuje swoje relacje z synem oraz ze zmarłą żoną.
Dodatkowo przez całą podróż towarzyszą mu nowe doniesienia prasowe na temat konfliktu na Bałkanach. Walki Serbów i Chorwatów mimowolnie wywołują temat z przeszłości – Wołyń. Wołyń, z którego nasz bohater pochodzi i który zdołał przeżyć.

W jednym z hoteli mężczyzna słyszy język ukraiński. Fascynuje go kobieta, która się nim posługuje. Tytułowa Oksana przebywa we Włoszech z mężem i synem. Także z jej strony nawiązuje się pewna relacja względem naukowca. Oprócz uczucia łączy ich przede wszystkim ich przeszłość. Łączy i dzieli jednocześnie. Dużo młodsza kobieta nosi w sobie podobną traumę i u nowego towarzysza stara się odnaleźć odpowiedzi na pytania męczące ją przez prawie całe życie.

„Oksana” to powieść napisana w sposób bardzo charakterystyczny dla Odojewskiego. Przede wszystkim nie znajdziemy tutaj klasycznie zapisanych dialogów. Objęte cudzysłowem są przytaczane przez narratora. Dodatkowo tutaj nie dostaniemy również wartkiej akcji. Tak naprawdę akcji nie ma w ogóle. Nieustanna, miarowa podróż staje się podstawą konstrukcyjną powieści o zmierzeniu się z własną przeszłością, rozliczeniu się z własnymi traumami.
Styl jest bardzo trudny i na dłuższą metę męczący, jednak zdecydowanie warto poświęcić tej pozycji nieco więcej czasu, podczytując po kawałku, bo jest to książka zupełnie niesamowita. I paradoksalnie, tuż obok tematu wojennego pojawiającego się co chwilę w tle, to właśnie styl Odojewskiego jest dla mnie ogromnym atutem tej pozycji. Sposobem w jaki zapisywał zdania totalnie mnie zauroczył.
Mam nadzieję, że kiedyś i Wy poznacie jego prozę.


niedziela, 7 sierpnia 2016

Karolina Frankowska – „Zaczaruj mnie”


Główna bohaterka ma na imię Zosia. Jest absolwentką psychologii. Wynajmuje mieszkanie z dwójką przyjaciół – Kaśką i Bartkiem. I jak na razie wszystko w jej życiu układa się nie tak. Nie udaje jej się, znaleźć pracy w zawodzie, choć o niczym innym bardziej nie marzy. Do tej pory również nie rozpoczęła wymarzonego kursu psychoterapii. A i miłości też brak. Za to los wciąż szykuje dla niej kolejne niespodzianki.

Kaśka i Bartek podobnie trochę nieporadnie starają się zapanować nad swoim życiem. On nie może w żadnej pracy zaczepić się na dłużej, a ona uparcie szuka miłości swojego życia.

Mam z tą książką ogromny problem (z każdą lekką i przyjemną mam, ale to szczegół). Z jednej strony czytało mi się ją naprawdę szybko i przyjemnie. Nawet nie przeszkadzała mi tak bardzo narracja w pierwszej osobie, a ciągłe zawirowania w chronologii zupełnie nie powodują zagubienia. Ale z drugiej fabuła jest taaak przewidywalna – już w połowie, jeśli nie wcześniej, byłam pewna jak wszystko się skończy i miałam rację. A wątek miłosny jest jednym z najsłabszych z jakimi się spotkałam do tej pory.

Po „Zaczaruj mnie” sięgnęłam w bibliotece, sugerując się autorką – Karolina Frankowska, jak możemy przeczytać na skrzydełku okładki jest scenarzystką pierwszych sezonów „Prawa Agaty”. Jednego z najlepszych seriali obyczajowych ostatnich lat? Spodziewałam się czegoś znacznie lepszego niż dostałam. (Chociaż prawdę mówiąc drugim powodem była okładka).

„Zaczaruj mnie” to zupełnie nie wymagająca powieść o przyjaźni i szukaniu własnej drogi w życiu. Mam wrażenie, że chociaż książka została wydana w serii literatury kobiecej Wydawnictwa Literackiego to raczej można by ją zaliczyć do tej nowej kategorii – New Adult (chociaż zaznaczam – nie znam się, nie czytałam niczego, ale... właśnie tak to sobie wyobrażam).

Polecać nie będę, bo myślę, że gdybym nie czytała tej książki w czasie, gdy właśnie miałam potrzebę przeczytania czegoś lekkiego, potrzebę rozrywki, mogłabym narzekać jeszcze bardziej.