czwartek, 29 grudnia 2016

Katarzyna Michalak – „Leśna polana”

Do tej pory z dorobku autorki przeczytałam trylogię kwiatową. Wciągnęłam się wówczas w historię Kamili i jej przyjaciółek, dlatego kiedy w moje ręce trafiła „Leśna polana” prawie od razu zabrałam się za czytanie.



Najnowsza książka Katarzyny Michalak otwierająca nową trylogię leśną to historia trzech przyjaciółek – Majki, Julki i Gabrysi. Dziewczyny poznały się w miejscu bardzo nietypowym jak na zawierane nowych znajomości. Każda z nich jest inna, każda ma inny charakter. Jednak każda wciąż nie potrafi poradzić sobie z własnym życiem. Nie są w stanie poradzić sobie z przeszłością, z własnymi słabościami. Nie potrafią odnaleźć szczęścia i spokoju.

Najbardziej tajemniczą postacią tej powieści, a zaraz wysuwającą się tutaj na pozycję głównej bohaterki, jest Gabrysia. Dla nas jak i dla jej przyjaciółek. Kobieta nie opowiedziała im co się stało w jej przeszłości, a co tak bardo zaważyło na jej życiu. Furtkę do przeszłości otwiera w końcu tytułowa Leśna Polana – stary, drewniany domek, który dałby jej ukojenie, ale na który zdecydowanie jej nie stać.

Trzem przyjaciółką nie udało się zdobyć mojego serca, czy chociaż sympatii. Nie potrafiłam wciągnąć się w ich losy. Sprawa zmieniła się dopiero, gdy w fabule pojawili się trzej bracia Prado. Nic na to nie poradzę, że w książkach moją uwagę przyciągają najbardziej właśnie tacy bohaterowie jak oni. Po przejściach, mający swoje zasady. Jednak mimo to, to wciąż nie jest najlepsza część tej książki.

Najlepszą postacią i najlepszym wątkiem „Leśnej polany” jest ojciec Gabrysi – pan Antoni. Teraz starszy schorowany człowiek, w młodości bohater.
Za jego sprawą przenosimy się do X Pawilony – ubeckiego więzienia, katowni. Obserwujemy tam zdarzenia,których sami nie bylibyśmy w stanie sobie wyobrazić. To czas i miejsce wypełnione cierpieniem po brzegi.
Poznajemy tak „Hitlerka” – najgorszego sadystę X Pawilony. Człowieka przesiąkniętego złem do szpiku kości, człowieka, który ma ogromne znaczenie w całej tej historii.

Fragmenty przeszłości – opowiadana historia Wiktora i jego bracia, a przede wszystkim historia pana Antoniego zdecydowanie wyróżniają się stylem na tle całej powieści. Wyróżniają się zdecydowanie na plus. Całość ma w sobie coś, co nie pozwalało mi się do końca wczytać, co powodowało we mnie jakiś wewnętrzny opór. A co zupełnie znikało, gdy przenosiliśmy się w przeszłość.

Spotkałam się z opiniami, że jest to książka niesamowicie emocjonalna, wzruszająca. Ja tych emocji zupełnie nie odczułam.

Jeśli mam wam polecić „Leśną polanę” to ze względu na wątek historyczny. Chociaż jest to tylko fragment, to dla niego zdecydowanie warto. I myślę, że to bardzo ważne, że taki motyw pojawił się w książce obyczajowej, romansowej, po którą na pewno sięgnie wiele osób, które na co dzień nie interesują się przeszłością i same z własnego doświadczenia nie znają już tamtego okresu. Mam nadzieję, że często nasza historia w takiej postaci będzie w platana w powieści zupełnie niehistoryczne.  

sobota, 24 grudnia 2016

Krystyna Mirek – trylogia „Jabłoniowy sad” („Szczęśliwy dom”, „Rodzinne sekrety”, „Spełnione marzenia”)

Trylogia Krystyny Mirek to niezwykle ciepła historia rodziny Zagórskich. Centrum ich prywatnego świata, tak samo jak i książek, stanowi rodzinny dom z sadem. To tam mieszkają rodzice – Helena i Jan – i to tam każda z córek wraca, by zregenerować siły przed dalszą walką z codziennością. Wydaje się to być rodzina idealna – pełna miłości i przede wszystkim silnie ze sobą związana. Jednak wiadomo, że nie ma ludzi idealnych – rodzin też nie. Od wielu lat ciągną się za nimi niezałatwione prawy, które jak uważa Jan Zagórski powodują, że jego cztery córki nie potrafią do końca ułożyć sobie życia.




Każdy tom tej historii skupia się na losach innej córki Zagórskich. Niekiedy jedna z nich usuwa się w cień, by później zająć główne miejsce w toczącej się fabule. Dzięki temu na pewno nie będziecie znudzeni, ani zmęczeni ciągle tymi samymi bohaterami. Każda z dziewczyn jest zupełnie inna.
Najstarsza Maryla to matka dwójki dzieci – kilkuletnich chłopców. Z mężem rozstała się niedługo po narodzinach młodszego syna. Cały czas stara się ułożyć sobie życie od nowa. Jak sama mówi, nie potrafi być sama. Jednak... spotkanie tego właściwego człowieka wcale nie jest proste.
Gabrysia marzy o dziecku, którego los ciągle jej odmawia. Wraz z mężem bardzo dużo poświęcili, by wciąż walczyć o spełnienie najważniejszego marzenia. Może nawet za dużo.
Julia wraz z przyjaciółką prowadzi przychodnię weterynaryjną. Związana jest z Ksawerym, a wszyscy już planują ich zaręczyny...
Anielka, najmłodsza z sióstr, od zawsze idąca własną, nie zwierza się z własnych trosk. Jest matką kilkuletniej Ani i do tej pory nikomu nie zdradziła kto jest jej ojcem.
Moje serce najbardziej podbiła Julia i Anielka. W nich dostrzegłam najwięcej cech, z którymi mogłabym się utożsamić.

Powieści składające się na serię „Jabłoniowy sad” to bardzo ciepłe opowieści. Towarzyszymy bohaterom w trudnych jak i szczęśliwych chwilach. Obserwujemy ich zmagania z codziennymi problemami, ale też ich relacje uczuciowe. Z jednej strony możemy trochę zaczerpnąć z ich miłości, ale z drugiej zostajemy trochę zmuszenie do „rodzinnego rachunku sumienia”. Losy bohaterów uczą nas, że czasami warto wyjść poza stałą już strefę bezpieczeństwa i spróbować coś zmienić, by odnaleźć szczęście.

Rzadko jestem zadowolona sięgając po książki tego typu – z natury typowo kobiece. Ostatnio najcieplejsze odczucia wzbudziła we mnie seria Anny Ficner-Ogonowskiej. Teraz na pierwsze miejsce wysuwają się książki Krystyny Mirek. W czasie pierwszego tomu miałam kilka ale odnośnie stylu, ale im dalej tym było coraz lepiej. Nawet w końcu znalazł się męski bohater, któremu naprawdę udało się zdobyć moją sympatię. Bartosz bije na głowę Mikołaja Ficner-Ogonowskiej, a nawet Łukasza Magdaleny Witkiewicz.


Jeżeli chcecie oderwać się od codzienności doskonałym pomysłem będzie przeniesienie się do domu Zagórskich, który chociaż nie jest wolny od problemów, to jednak od samego progu otoczy Was ciepłem i aromatem świeżo upieczonego chleba. Nie będziecie chcieli wracać.
  

niedziela, 18 grudnia 2016

Remigiusz Mróz – „Behawiorysta”

W jednym z opolskich przedszkoli pojawia się mężczyzna, który bierze dzieci i przedszkolanki za zakładników, jednocześnie nie przedstawiając żadnych żądań. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy okazuje się, że mężczyzna transmituje wszystko na żywo w internecie, na stronie „Koncert krwi”.



Wszystko to obserwuje, najpierw w telewizji, później znacznie bliżej całej sprawy, tytułowy Behawiorysta. Gerard Edling jest byłym prokuratorem zwolnionym dyscyplinarnie. Od czasu sprawy, która przez długi czas pozostaje owiana tajemnicą, żadne służby nie chcą z nim współpracować. Mimo to jego dawna podwładna, Beata Drejer, zwraca się do niego z prośbą o pomoc.
Edling to kolejny bardzo charakterystyczny i intrygujący bohater stworzony przez Mroza. Tak jak Chyłka, czy Forst mają kilka takich rzeczy po których każdy czytelnik ich rozpozna, tak u Gerarda jest to... nieustanna dbałość o dobre maniery oraz poprawność językową.

„Behawiorysta” to powieść, która została oparta na dwóch silnych osobowościach – Edlinga i Kompozytora, który w byłym prokuratorze upatruje godnego sobie przeciwnika. Wszystko zaplanował pod kontem znajomości ludzkich zachowań tamtego. Każdy gest Kompozytora jest dokładnie zaplanowany. Ich „relację” można by porównać do tej z trylogii o Forście, pomiędzy komisarzem a Bestią z Giewontu.

Tak jak już wspomniałam Kompozytor nie wysuwa żadnych żądań. Oprócz jednego. Chce by to społeczeństwo podejmowało decyzje, to właśnie je nazywa dyrygentem swoich działań. Siebie samego stawia zaś na pozycji, z jednej strony pewnego rodzaju przywódcy, chcącego „oświecić” ludzi, a z drugiej jedynie wykonawcy ich woli.
I tutaj dochodzimy w końcu do kwintesencji całej sprawy. Do działań Kompozytora, które są oparte na tak zwanym dylemacie wagonika.
Mianem dylematu wagonika określało się szereg hipotetycznych scenariusz, które zakładały, że można uratować jedną lub kilka osób kosztem innych. (…) stoisz przy zwrotnicy i widzisz, że rozpędzony wagonik pędzi na piątkę leżących na torach, związanych ludzi. Możesz w porę skierować go na inny tor, ale znajduje się tam inna osoba. (str. 223)
Przedstawiając w ten sposób sprawę, autor wciąga nas w sam jej środek. Chociaż by się próbowało zignorować pytanie i po prostu czytać dalej, to jednak wciąż aktualnie rozważany przypadek jest gdzieś z tyłu głowy. A gwarantuję Wam, że nie są to pytania nad którymi chciałoby się zastanawiać. Podświadomie zastanawiamy się w stronę której ze strony dylematu byśmy się skłonili,a także nad samym pojęciem sprawiedliwości. Bo czy nie mamy chociaż raz w życiu poczucia, że nie została ona wymierzona tak jak byśmy tego oczekiwali? A co gdyby wziąć ją we własne ręce...

„Behawiorysta” dzieje się w tempie do jakiego już Mróz zdążył nas przyzwyczaić. Przez znaczną część powieści napięcie wciąż tylko rośnie. Kiedy zacznie się czytać, nie można już odłożyć książki. Koncert krwi wciąż toczy się dalej. W pewnym momencie co prawna tempo akcji znacznie zwalnia i wówczas miałam poczucie wybicia z rytmu czytania, jednak po skończeniu całości myślę, że nie miało to do dużego wpływu na odbiór. Tak samo jak nie przeszkodził mi fakt, że po raz pierwszy od pewnego momentu byłam pewna, że to wszystko musi się właśnie skończyć. Z tego jestem wręcz dumna, po raz pierwszy udało mi się przewidzieć zamiary Mroza!

Czytając, czy też oglądając recenzje tej książki można niejednokrotnie przeczytać/usłyszeć, że nie jest to lektura dla każdego i zupełnie się z tym zgadzam. Ja bym jeszcze dodała, że oprócz tych, którzy nie lubią krwawych historii, również tym, którzy w swoim otoczeniu mają dzieci albo po prostu są wrażliwi na ich los będzie bardzo trudno.
Z całego dotychczasowego dorobku Mroza każda z książek wciąga czytelnika, odrywając go od wszystkiego wokół. Ale dotąd jedynie „Ekspozycja” robiła to tak silnie. Stawiała przed ważnymi pytaniami, nie była tylko rozrywką. „Behawiorysta” robi to jeszcze mocniej.

„Behawiorysta” to książka dla osób o silnych nerwach. Tyle krwi jeszcze u Mroza nie było! Oraz dla tych, które od kryminału oczekują czegoś więcej. „Behawiorysta” to książka, którą zdecydowanie warto przeczytać i która pozostanie w pamięci na długo.  

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Joanne Harris – „Czekolada”



Do niewielkiej wioski we Francji, tuż przed rozpoczęciem Wielkiego Postu, przybywa Vianne Rocher z kilkuletnią córką, Anouk. Vianne do tej pory wędrowała po świecie, od miasta do miasta. Najpierw z matką, teraz z dzieckiem. W końcu kobieta postanawia się zatrzymać na dłużej. Jej nowym mieszkaniem staje się stara piekarnia, w której otwiera La Praline – sklep z czekoladkami, które tworzy własnoręcznie.

Sama Vianne o swojej matce mówi, że była czarownicą. Ona również „umie więcej”. A fakt, że pojawia się na samym początku Wielkiego Postu i otwiera swój sklep, sprawia, że dla niektórych osób staje się uosobieniem zła i zagrożeniem dla społeczności. Jej sklep jest dla nich wielkomiejską fanaberią, czekolada zdaje się być produktem zupełnie niepotrzebnym, a w tym czasie nawet niestosownym. Mimo to jednak Rocher szybko zdobywa kilkoro wiernych przyjaciół.

Francuska wioska żyje według dawno określonych zasad. Nie wychodzi poza sztywne ramy, a mała społeczność jest zupełnie zamknięta. Vianne swoim pojawieniem burzy panujący do tej pory pozorny spokój. I tak samo jak szybko zdobywa przyjaciół tak samo szybko pojawiają się wrogowie. Ksiądz Reynard traktuje jej pojawienie się i każde działanie jak atak na Kościół, na zbliżające się święta.


„Czekolada” nie jest powieścią, która będzie trzymać w napięciu od samego początku do końca. Akcja toczy się raczej powoli, z dnia na dzień, a całość jest naprawdę... urocza? Jest to ciepła opowieść, chociaż stawia przed naprawdę trudnymi pytaniami. Myślę, że zdecydowanie warto zanurzyć w się magiczną atmosferę „Czekolady” i zobaczyć jak pojawienie się Vianne zmienia dotychczasowe życie w wiosce. Wielu musi podjąć decyzje, przeanalizować swoje dotychczasowe życie, zmierzyć się z własną hipokryzją...