czwartek, 5 października 2017

Remigiusz Mróz – „Oskarżenie”



Oskarżenie” rozpoczyna się jakiś czas po wydarzeniach kończących poprzedni tom. Do Chyłki zwraca się o pomoc żona Tadeusza Tesarowicza, dawnego opozycjonisty. Mężczyzna odsiaduje wyrok za dokonanie czterech morderstw, a kobieta uważa, że ma nowy dowód na jego niewinność. Joanna początkowo nie ma zamiaru brać tej sprawy, uważając, że jest z góry przegrana. jednak zmienia zdanie, gdy kobieta, z którą rozmawiała zaledwie kilka godzin wcześniej, umiera.

Żona Tesarowicza otrzymała od kogoś wiadomość, która może wszystko zmienić. Ta sama osoba wkrótce wysyła maila do Oryńskiego... Ktoś ewidentnie próbuje mieć wszystko i wszystkich pod kontrolą, by rozegrać tę sprawę na własnych warunkach.

Po zakończeniu „Inwigilacji” chyba każdy czekał na ten tom z taką samą niecierpliwością. Jak ułoży się życie bohaterów po tym co zaserwował im autor? Chociaż Zordon nie jest już aplikantem, na żądanie Chyłki ma pomagać jej przy nowej spawie. Naturalny układ sił nie trwa jednak długo, a niezdany egzamin adwokacki to jego najmniejszy problem w tej części...
Jeśli chodzi o relację Chyłki i Zordona, którą tak zachwycałam się ostatnio, to tradycyjnie możemy spodziewać się u nich całego mnóstwa słownych przepychanek i przytyków. Oraz niestety niezdecydowania.

Oskarżenie”, jak każda książka Remigiusza Mroza, wciąga od pierwszych stron i nie pozwala się oderwać. Tempo akcji po kilku wolniejszych tomach, znów nieco wzrasta i ponownie pojawiają się sceny rodem z thrillera. Autor po raz kolejny nie oszczędza swoich bohaterów (czytelników też). W związku z czym najnowszy tom Chyłki pochłonęłam w dwa dni, co zdarza się bardzo, bardzo rzadko.
Ale czy, tak jak zawsze działo się to wcześniej, najnowsza część znów wskoczyła po przeczytaniu na pierwszą pozycję mojego osobistego rankingu? A no tym razem to „Inwigilacja” rozsiadła się tam jeszcze wygodniej. Dlaczego? Nie jestem do końca w stanie tego jednoznacznie stwierdzić. Prawdopodobnie najbardziej przyczyniło się do tego jedno rozwiązanie po jakie sięgnął autor – od naprawdę bardzo dawna spodziewałam się tego i zanim to nastąpiło, uznałam taką możliwość za najłatwiejszą.


Jednak nie znaczy to, że książka nie była doba. Tak jak już wspominałam, pochłonęłam ją, nie mogąc się oderwać. I czytając, chciałam więcej i więcej. Dopiero kiedy ją skończyłam, a emocje opadły, pojawił się jakiś... niedosyt? Dopiero wtedy okazało się, że między mną a Chyłką tym razem coś nie do końca zagrało. Ale z taką samą niecierpliwością czekam na ponowne spotkanie z Chyłką i Zordonem.


wtorek, 19 września 2017

John Boyne – „Chłopiec w pasiastej piżamie”

Trwa II Wojna Światowa. Bruno, dziewięcioletni chłopiec, pewnego dnia wraca ze szkoły i zastaje w domu wielkie pakowanie. Jego rodzina musi się przeprowadzić ze względu na awans ojca, który jest żołnierzem. Dziecko nie potrafi zrozumieć, dlaczego musi opuścić swój ukochany dom, swoich przyjaciół i cały Berlin. Zwłaszcza gdy docierają do nowego domu, który jest o wiele mniejszy, a do tego położy na pustkowiu. Prawie na pustkowiu.

Bruno i jego rodzina od tej pory mieszkają w Po-Świeciu. Jedyne zabudowania w pobliżu można dostrzec z okna pokoju chłopca – są niskie domki za bardzo wysokim drucianym płotem; a jedynymi ludźmi – mężczyźni i chłopcy w pasiastych piżamach, których można dotrzeć w sporym oddaleniu za ogrodzeniem.

Pewnego dnia Bruno wyrusza na wyprawę wzdłuż płotu. W końcu dostrzega chłopca siedzącego niedaleko od ogrodzenia. Zaczynają rozmawiać, wymieniają się informacjami o sobie i spostrzeżeniami o świecie jaki do tej pory poznali. Chłopiec ma na imię Szmul, urodził się tego samego dnia co Bruno i pochodzi z Polski. Dopiero od niego Bruno dowiaduje się, że teraz znajdują się właśnie w... Polsce. Wkrótce w chłopcach rodzi się pomysł na odwiedzenie „wioski” Szmula...

Chłopiec w pasiastej piżamie” pozwala nam spojrzeć na wojnę oczami dziecka. A właściwie oczami dwóch chłopców patrząc na siebie z dwóch stron ogrodzenia obozu. Z aktualnego punktu widzenia, z naszą wiedzą przejmujące jest niezrozumienie Bruna. Chłopiec nie pojmuje co właśnie dzieje z jego światem. Dlaczego w związku z rozkazem Furii musi opuścić miasto, które do tej pory było centrum jego świata? Co ojciec ma na myśli, mówiąc, że ludzie których obserwuje z okna, nie są ludźmi? Dlaczego nie może pobawić się ze swoim nowym przyjacielem?


Historię przedstawioną w tej książce znałam już wcześniej z filmu o tym samym tytule. I porównując książkę z ekranizacją, film wypada bardziej emocjonująco. Jednak mimo to John Boyne stworzył lekturę, którą powinien przeczytać każdy i która mimo ciężkiego tematu jest napisana niezwykle przystępnie i podczas czytania wręcz znika w oczach. 


środa, 30 sierpnia 2017

Włodzimierz Odojewski – „Katyń. Milczący niepokonani”

Katyń. Milczący niepokonani” nie są opowieścią o samej zbrodni, ale o jeszcze jednym kłamstwie z tym morderstwem związanym. O kłamstwie mało znanym, dziś niemal zapomnianym. Inspirującą główny wątek tej powieści była autentyczna historia przełomu lat 1945-1946 próby zainscenizowania w Polsce procesu katyńskiego, mającego uprzedzić proces norymberski i udowodnić jednoznacznie winę Niemców.Opowieść Odojewskiego nie jest wierną rekonstrukcją tej mało znanej historii, jest raczej fabularnym wniknięciem w jej tajemnicę, jest jej literacką interpretacją. (fragment z okładki)



Bohaterem powieści jest Roman. Mężczyzna wraca do Polski z obozu w Murnau. Jeszcze w obozie, ale już po wyzwoleniu, otrzymał propozycje poprowadzenia w kraju procesu przeciwko mordercom z Katynia, gdzie zginął również jego brat Andrzej. Na samym początku przestawiona zostaje nam również sytuacja prywatna bohatera. Bardzo typowa dla Odojewskiego – Roman był zakochany w Annie, która później została żoną jego brata.


Mężczyzna wracając do Polki z trudem orientuje się w obecnej sytuacji. Rozpoczyna pracę w prokuraturze, starając się wprowadzić w życie standardy według których pracował przed wojną. Jednak nie zostaje mu to umożliwione.

Książka bardzo dobrze przedstawia sytuację tamtych osób, a zwłaszcza bohatera, który w czasie wojny był poza Polską. Roman nie rozumie strachu innych, ich obaw. Podobnie jest ze sprawą, którą ma powadzić. Z biegiem czasu rozumie coraz mniej, albo może właśnie coraz więcej... Na pierwszych kilkudziesięciu stornach pada znamienne zdanie: (…) i on tamto wszystko na tej polanie znowu ujrzał, bo przecież widział kiedyś zdjęcia, wiele zdjęć, Niemcy je celowo wśród nich, jeńców w obozie, rozpowszechniali, próbując wciągnąć w swoje kłamstwa (…).


W książce „Katyń. Milczący niepokonani” można znaleźć styl tak charakterystyczny dla Odojewskiego – długie, zamotane zdania, w których czasami trudno odnaleźć miejsce i czas akcji, dialogi wciągnięte w tekst... Jednak tutaj nie jest to aż tak wyraźne jak w książkach z cyklu podolskiego. Dlatego myślę, że osoby, które nie przepadają za takim stylem pisania, tutaj nie powinny mieć dużego problemu z przebrnięciem przez tę powieść, która w dodatku jest niezwykle krótka.

Po „Katyń...” musiałam sięgnąć ze względu na miłość do Odojewskiego i historii. Myślę, że osoby o podobnym goście powinny znaleźć w niej coś dla siebie. Jednak na pewno nie stanie się jedną z moich ulubionych. 



poniedziałek, 31 lipca 2017

Włodzimierz Odojewski – „Wyspa ocalenia”

Wyspa ocalenia” to pierwsza część tak zwanego cyklu podolskiego Włodzimierza Odojewskiego. Wcześniej, w ramach studiów czytałam „Zasypie, wszystko zawieje...”, za co jestem im bardzo wdzięczna, bo nie wiem czy sama odkryłabym tego autora, a z całą pewnością należy do tych, których znać powinien każdy. Cały cykl dzieje się w rejonach Podola i Wołynia, w czasie II Wojny światowej, gdy dochodzi do pogromów polskich wsi.



Głównym bohaterem „Wyspy ocalenia” jest Piotr Czerestwienski – wnuk „białych” Rosjan, kuzyn Polaków, a jak później się okazuje jest również powiązany ze stroną Ukraińską. Młody chłopak wiosną 1943 roku przyjeżdża do majątku swoich dziadków. Czuprynia kojarzy mu z wakacjami, ze szczęśliwym dzieciństwem. Tymczasem okazuje się, że z tamtego klimatu już nic nie pozostało. Cała okolica żyje w strachu, coraz bardziej nasila się konflikt polsko-ukraiński, a dziadkowie wyraźnie starają się początkowo chronić wnuka przed pewnymi informacjami...

Piotr dość gwałtownie zderza z aktualną sytuacją na kresach wschodnich, która coraz bardziej go przytłacza. Tytułowa wyspa ocalenia okazuje się być czymś zupełnie przeciwnym. Historia chłopaka to z jednej strony opowieść o burzliwej historii tamtych terenów, zasygnalizowany zostaje również wątek katyński (rozwinięty bardziej w trzecim tomie), a z drugiej strony o dojrzewaniu, o konieczności wzięcia na siebie odpowiedzialności za najbliższych...

W samej osobie Piotra doskonale zostaje zobrazowana ówczesna sytuacja tamtych terenów w 1943roku. Chłopak, znajdujący się w samym środku konfliktu polsko-ukraińskiego, tak naprawdę nie jest ani Polakiem, ani Rosjaninem, a według słów jego dziadka jest po prostu Czerestwienski.

Mówiąc o prozie Włodzimierza Odojewskiego nie sposób nie wspomnieć o jego języku, stosowanej narracji. Całość jest napisana bardzo poetycko, a konstrukcja jest bardzo charakterystyczna dla tego pisarza. Nie znajdziemy tutaj klasycznych dialogów – zostały one wciągnięte w ciągły tekst. W zamian spotkać możemy zdania na... kilka stron. „Wyspa ocalenia” nie jest tak wyraźnie strumieniem świadomości jak „Zasypie wszystko, zawieje...” ale z całą pewnością nie raz można zgubić wątek, czas i miejsce akcji. Na pewno dla wielu może to być sporym problemem, jednak tak jak pisałam już przy okazji „Oksany”, dla mnie jest to jednym z głównych atutów tej prozy. W warstwie tekstowej, która tak bardzo kontrastuje z tematem, książki Odojewskiego są po postu... piękne. Innym słowem określić się ich nie da.


Wyspa ocalenia”, rozpoczynająca cały „cykl podolski”, to jedna z tych książek, które robią ogromne wrażenie już od pierwszych stron, i które chciałabym polecać każdemu. Zwłaszcza, że w odniesieniu do trzeciej części cyklu jest znacznie lżejsza. Tutaj historia nie wysuwa się aż tak mocno na pierwszy plan. W moim odczuciu dominuje raczej aspekt psychologiczny – to, co dzieje się z Piotrem, jakie emocje mu towarzyszą, z czym musi się zmierzyć i jakie decyzje podjąć. Choć wszystko to jest mocno osadzone w tamtej rzeczywistości. 

niedziela, 9 lipca 2017

Natalia Sońska – „Obudź się, Kopciuszku”

Alicja jest internistą w jednym z krakowskich szpitali. Po ciężkich chwilach w czasie gdy dorastała, jest zamknięta w sobie, stroni od ludzi... Nawet spotkania z piątką przyjaciół dawkuje sobie w odpowiedniej ilości. Całe swoje życie podporządkowała pracy i to tam spędza każde święta Bożego Narodzenia i sylwestra.

Jej uporządkowany świat zaczyna nieco się chwiać, kiedy przyjaciele upierają się, by Ala spędziła z nimi sylwestra w Zakopanem. Dziewczyna w końcu zgadza się dla świętego spokoju, nie chcąc przez kolejny rok wysłuchiwać narzekań. Gdy znajduje się już w klimatycznym, zaśnieżonym Zakopanem, od razu otacza ją spokój i magiczna aura tego miejsca. Magia jednak nie trwa długo, bo zaraz daje się we znaki tłum, który również chce spędzić ostatni dzień w roku zimowej stolicy.

Wśród nieskończonej liczby turystów na drodze Alicji staje Michał. Ratownik TOPR o niesamowitych, granatowych oczach.
Nie trudno się domyślić kto będzie tutaj tytułowych Kopciuszkiem, a kto księciem. Nie da się ukryć, że fabuła powieści jest mocno przewidywalna. Jednak ja akurat nie jestem na tym punkcie aż tak przewrażliwiona i nie zepsuło mi to czasu spędzonego z lekturą. Zresztą tak naprawdę chyba jeszcze nie trafiłam na tego typu powieść, która by mnie zaskoczyła jak... zakończenie każdego tomu Chyłki :D

Alicja z jednej strony może zostać uznana za typową bohaterkę, nieco zamkniętą w sobie i tak dalej. Jednak mnie jej postać naprawdę chwyciła za serce – z jednego prostego powodu. Zobaczyłam w niej trochę siebie. I naprawdę byłam w stanie zrozumieć, że bała się zmian, że kiedy zaczynało się coś dziać ona uciekała z powrotem do swojego uporządkowanego świata, gdzie każdy dzień przebiegał według jednego schematu – dyżur, dyżur, dyżur.

Mnie przeszkadzało tutaj coś innego. Po pierwsze to, że obawy Ali były tak naprawdę jedyną, główną przeszkodą. Cały wątek miłosny był niesamowicie prosty, przez co niekoniecznie jestem tutaj przekonana do uczucia bohaterów. Żadnych wątpliwości, ani jednego pytania czy to na pewno jest ON? Zbyt dużo kłód rzucanych pod nogi bohaterom też nie jest najlepszym pomysłem, ale mam poczucie, że tutaj była druga skrajność.

Obudź się, Kopciuszku” czytało się naprawdę dobrze, ale nie aż tak płynnie jak na przykład książki Magdaleny Witkiewicz (którym swoją drogą też przecież swoje wytykam).
Kiedy na samym początku przeczytałam, że bohater „uniósł ręce w geście poddania” ucieszyłam się, bo zawsze mam problem czy można to tak ująć. Ale kiedy przeczytałam to już któryś raz, nie byłam taka zadowolona. Co jakiś czas miałam poczucie, że pewne określenia ciągle się powtarzają. No a Michał... Jego jedyną cechą jest to, że ma piękne, granatowe oczy i jest to podkreślane niemal na każdej stronie (oczywiście przesadzam, ale wiadomo o co chodzi).



Do „Obudź się, Kopciuszku” podeszłam z dość dużymi oczekiwaniami, które niestety nie zostały w pełni zaspokojone. Widziałam wiele pozytywnych recenzji książek Natalii Sońskiej, dlatego sama byłam równie pozytywnie nastawiona. Na pewno jednak nie skreślam autorki i dam szansę innej powieści – w końcu Natalia jest w moim wieku. Dlatego, tak czy inaczej, podziwiam, że udało jej się już wydać kilka książek. 


sobota, 3 czerwca 2017

Jane Austen – „Perswazje”

Z książkami Jane Austen było różnie, na tyle, że byłam blisko stwierdzenia, że to zdecydowanie nie dla mnie. „Dumę i uprzedzenie” czytałam chyba po prostu w złym czasie, w czasie pierwsze roku studiów, czego efekt był taki, że... czytałam ją pół roku. „Opactwo Northanger” zupełnie mnie nie zachwyciło. Ostatnio duże lepsze wrażenie zrobiła na mnie „Emma”, a teraz przyszedł czas na „Perswazje”.



Muszę zacząć od tego, że „Perswazje” są chyba wizualnie najpiękniejsze z całej tej serii. Nie mogę się na nie napatrzeć. A porównując je na przykład z „Emmą” robią zupełnie niepozorne wrażenie. Są naprawdę cieniutkie.

Główną bohaterką powieści jest Anna Elliot, średnia córka barona Elliota. Sir Walter jest niesamowicie dumny ze swojej pozycji, przykłada zbyt dużą rolę do własnego wyglądu, a robienie dobrego wrażenia stawia ponad rozsądek, co doprowadza w końcu do finansowych kłopotów. Jego wierną kopią jest najstarsza córka Elżbieta i to właśnie ona jest jego ulubienicą. Z kolei Anna podobna do matki stanowi ich zupełnie przeciwieństwo, przez co w ich oczach nie ma żadnej wartości. Jej jedyną bliską osobą jest przyjaciółka zmarłej lady Elliot, lady Russel. Kobieta kilka lat temu przekonała dziewczynę, by zerwała zaręczyny z kapitanem marynarki wojennej, Fryderykiem Wentworthem...

Kiedy ojciec w końcu decyduje się wynająć majątek wracającemu z wojny admirałowi Croftowi, rodzina przenosi się do Bath, a Anna na pewien czas wyjeżdża jeszcze do młodszej, zamężnej już, siostry Mary.
Do tego momentu akcja zdaje się dłużyć i naprawdę powoli rozkręcać. Jednak tutaj coś drgnęło. Akcja się ożywiła, nieco bardziej skomplikowała. Bo? W okolicy pojawił się brat pani Croft, którym jest nie kto inny, jak kapitan Wentworth.

Perswazje” nie są pozbawione tego charakterystycznego klimatu powieści Jane Austen. Tak samo jak w innych i tutaj pojawiają się nudnawe opisy, opowieści, które najczęściej odstraszają od klasyki. I tutaj nie obędzie się bez irytujących postaci – jednak z całą pewnością nie można tego powiedzieć o głównej bohaterce (oraz wielu innych osobach). Anna to najzwyklejsza dziewczyna, ufna, ciepła i otwarta. Myślę, że w trzech poprzednich książkach nie spotkałam jeszcze takiej bohaterki – takiej po prostu pozytywnej, której nie da się nie lubić.

Perswazje” to po pierwsze romans. Można by powiedzieć, że nieco schematyczny, ale czy jakakolwiek książka oparta na motywie miłości, może nie być schematyczna? Po tylu latach eksploatacji wątków?
Ponadto jest to również powieść o tym, że sama wysoka pozycja w społeczeństwie i duma nikomu nie dadzą szczęścia. W przeciwieństwie do innych cech...


Gorąco polecam Wam „Perswazje”. Myślę, że to doskonała książka na rozpoczęcie swojej przygody z Jane Austen, albo też na danie drugiej szansy autorce. Mam nadzieję, że będziecie tak samo oczarowani :) 

środa, 24 maja 2017

Remigiusz Mróz – "Deniwelacja"

Minął rok odkąd Osica pożegnał Forsta na dworcu. Zakopane przez ten czas powoli zapominało o Bestii z Giewontu. Wszystko miało pójść w dobrym kierunku. Ale czy poszło?



W zimowej stolicy Polski znów dochodzi do morderstw i wiele każe sądzić, że organy ścigania mają do czynienia z seryjnym mordercą. Sprawą zajmują się znani nam już prokuratorzy z Krakowa – Dominika Wadryś-Hansen i Aleksander Gerc. Sprawą, w której coraz więcej prowadzi do Forsta, który w ogóle nie utrzymuje kontaktu z inspektorem i nikt nie wie gdzie aktualnie się podziewa.
Wiktor tymczasem... jak można było się spodziewać nie żyje ani spokojnie, ani szczęśliwie. Przez pewien czas znalazł się w miejscu i sytuacji, która zmusiła go do zrezygnowania z koszuli w czerwono-czarną kratę. A jednocześnie w sytuacji, która z całą pewnością może wywołać kolejną krytykę braku prawdopodobieństwa niektórych zdarzeń. Mi to jednak zupełnie nie przeszkadza. Prawda jest taka, że przy żadnej z czterech części nie zwróciłam na to większej uwagi – bo przecież to kryminał, od którego oczekuję niczego innego jak dobrej rozrywki, a ją zdecydowanie dostaję! I wbrew powszechnej opinii o „Ekspozycji” to właśnie ona jest nadal moją ulubioną częścią.

Remigiusz Mróz, tak jak już miało to miejsce we wcześniejszym tomie sięga po rozdziały pisane z punktu widzenia mordercy, a tutaj nawet pisane w pierwszej osobie. Bardzo dobrze „komplikuje” to dodatkowo fabułę. Mam wrażenie, że „Deniwelacja” jest pełna niejasności jak jeszcze żadna cześć Forsta. Dopiero pod koniec książki zaczynamy dostawać pierwsze odpowiedzi. I naprawdę potrzebna jest wtedy chwila, by wszystko sobie poukładać.
Niejasnością przez znaczną cześć powieści był dla mnie też czas akcji. Długo byłam pewna, że przeplatające się rozdziały dzieją się w tym samym czasie, potem zaczęły pojawiać się wskazówki mówiące, że wcale tak nie jest... Z jednej strony na pewno spowodowało to jeszcze większe zaciekawienie, ale z drugiej... chyba wolałabym wiedzieć.
Zupełnie podobne odczucia mam odnośnie do zakończenia. Czytając książki Mroza można być pewnym, że na ostatnich stronach nastąpi coś nieoczekiwanego. I dla mnie tak było. Chociaż myślę, że zakończenie „Deniwelacji” mogło być brane pod uwagę przez niektórych czytelników. A ja czuję, że... złamano mi serce. A przynajmniej nadłamano.

Deniwelacja” jest nieco inna od poprzednich części cyklu – w końcu Bestii już nie ma, a Forst bez wątpienia choć trochę się zmienił. A pod nieobecność Wiktora to Dominika odgrywa dużą rolę w Zakopiańskiej części akcji. Niezmienne jednak jest to, że znowu dostajemy niesamowicie trzymający w napięciu i wciągający kryminał. A dodatkowo pojawia się w tym tomie świetna warstwa życia prywatnego bohaterów, które bezlitośnie przeplata się ze sprawą. I między innym przez tę mieszankę momentami zastanawiałam się, czy sama jestem jeszcze normalna, kiedy chwilę po tym jak nie mogłam przestać się śmiać, byłam bliska łez – czego przy Forście zupełnie się nie spodziewałam.


Myślę, że każdy kto polubił komisarza Forsta z poprzednich tomów i tutaj się nie zawiedzie, i będzie zadowolony ze spędzonego z nim czasu. 

niedziela, 14 maja 2017

Jane Austen – „Emma”

Emma Woodhouse, osóbka przystojna, rozumna i bogata, posiadająca dostatni dom i obdarzona pogodnym usposobieniem, otrzymała, zda się wszelkie dary, jakie życie ofiarować może; toteż przeżyła na świecie blisko dwadzieścia jeden lat bez większych powodów do zmartwień i niezadowoleni.

Tak właśnie rozpoczyna się „Emma” Jane Austen, doskonale opisując główną bohaterkę. Panna Woodhouse, młodsza z dwóch córek, mieszka z ojcem – starszym, niesamowicie specyficznym panem. Do tej pory była wychowywana przez guwernantkę, pannę Taylor, która dopiero co wyszła za mąż i opuściła swoją podopieczną. Emma przypisuje sobie skojarzenie tego małżeństwa, uważa, że ma w tych sprawach duże wyczucie. Dlatego też, rozglądając się wokół siebie, próbuje znaleźć kolejne pary, które mogłaby ze sobą zeswatać.
Emma do tej pory nigdy nie zakochana, powtarzająca, że sama nigdy nie wyjdzie za mąż, podejmuje się sprawy, można by nawet powiedzieć, że z góry skazanej na przegraną, bo przecież nie ma nic bardziej nieprzewidywalnego niż uczucia. Nie trudno się domyślić, że poczynania panny Woodhouse często nie przyniosą nic dobrego. Dziewczyna widzi to, co chce widzieć i nie zauważa tego, co tak naprawdę dzieje się wokół niej – zarówno jeśli chodzi o innych, jak i o nią samą...

Emma” ma specyficzny XIX wieczny klimat – proszone obiady, bale, uprzejme rozmowy i nieustanne zachowywanie pozorów, które dodatkowo nie ułatwia pannie Woodhouse obranego zadania. Jane Austen przedstawia nam w swojej powieści kompletny przekrój postaci – od tych, które zdobywają nasze serce od pierwszego pojawienia się w książce, przez te raz lubiane bardziej, raz mnie, te zupełnie obojętne, aż po te, które znieść jest naprawdę trudno.

Początkowo podeszłam do tej powieści z dużą rezerwą. Dwa wcześniejsze spotkania z prozą Jane Austen skończył się dość średnio, a „Emma” od pierwszych stron wydawała się bardzo przewidywalna. W dodatku charakter postaci z tego okresu często bywa dla mnie niesamowicie irytujący. I faktycznie tak było, to czego byłam pewna już na samym początku w pełni się sprawdziło, bohaterowie nie stali się mniej irytujący, ale... po przeczytaniu znacznej części przestało mi to już przeszkadzać. Bardzo miło wspominam czas spędzony z tą książką. Do tego stopnia, że czekają już na mnie dwie kolejne powieści Austen.




wtorek, 4 kwietnia 2017

Lisa Jackson – „Nie chcesz wiedzieć”

Nie chcesz wiedzieć” to pierwsza powieść Lisy Jackson, jaką miałam okazję przeczytać. Zanim ja po nią sięgnęłam, w dwa dni pochłonęła ją moja mama i bardzo jej się podobało. A jak było ze mną?



Akcja powieści rozgrywa się na niewielkiej wyspie u wybrzeży Oregonu, w miejscu niezwykle specyficznym. Na wyspie znajduje się malutka osada, opuszczony szpital psychiatryczny Sea Cliff, oraz posiadłość Neptune's Gate. Właścicielką sporego domu jest Ava Garrison. Kobieta, gdy ją poznajemy jest cieniem samej siebie sprzed lat. Dwa lata temu, podczas Bożego Narodzenia, dwuletni wówczas, Noah po prostu zniknął, a ona do tej pory nie potrafi poradzić sobie ze stratą synka. Otumaniona psychotropami czuje jak mąż, kuzynka, kuzyni, służba, a nawet terapeutka, próbują wmówić, że najlepiej dla niej byłoby gdyby wróciła do szpitala psychiatrycznego. Ava próbuje wziąć się w garść, przekonać wszystkich, że przecież jest zupełnie normalna, tylko nie m zamiaru pogodzić się ze zniknięciem syna, musi dowiedzieć się, co stało się tamtej nocy.

W tym samym czasie Waytt, mąż Avy, zatrudnia Austina Derna. Mężczyzna ma zająć się końmi, jednak czytelnik od razu dowiaduje się, że to nie tylko oferta pracy sprowadziła go na wyspę. Dern ma swoją własną misję do zrealizowania w tym miejscu. Jaką? Szczegóły pozostaną tajemnicą prawie do samego końca.

Ava próbuje walczyć o swoje życie, o prawdę w sprawie zaginięcia Noaha. Nie wierzy, że jej dziecko może nie żyć. Rodzina wciąż patrzy na nią jak na wariatkę, stara się ją kontrolować. Podczas gdy osoby z zewnątrz, mieszkańcy miasteczka na stałym lądzie, często powtarzają, że ze wszystkimi mieszkańcami Neptune's Gate jest coś nie w porządku. Wkrótce sprawa komplikuje się coraz bardziej – zaczynają ginąć kobiety... Cała okolica, a w końcu i policja zaczynają wiązać tę sprawę z Lesterem Reece'em, seryjnym mordercą, który uciekł dwa lata temu ze szpitala psychiatrycznego na wyspie. Zabójca od tamtej jest swoistą legendą miasteczka i okolicy.

Książka nie wzbudziła we mnie niestety tak pozytywnych odczuć jak w mojej mamie. Akcja ciągnie się niesamowicie i ani wątek kryminalny, psychologiczny, ani romansowy, bo taki też tu się znajduje, nie wciągnął mnie jakoś bardzo. Wszystko wydawało mi się być jakieś... na siłę. Z zakończeniem na czele. Naprawdę trudno było mi napisać ten tekst, bo nawet nie da się wskazać nic konkretnego – thriller okazał się niesamowicie mdły. Początkowo, gdy spojrzałam w książkę od razu zauważyłam, że sposobem napisania różni się nieco od każdej innej, ale nawet to nie stało się plusem. A naprawdę szkoda, bo lubię inne, charakterystyczne style.

Jestem pewna, że nie będę kontynuować przygody z twórczością tej autorki.

czwartek, 23 marca 2017

Remigiusz Mróz – „Inwigilacja”

Do kancelarii Żelazny & McVay zgłasza się małżeństwo, których syn wiele lat temu zaginął podczas wakacji w Egipcie. Teraz, po szesnastu latach, chłopak odnajduje się w polskim... areszcie. Został oskarżony o planowanie zamachu terrorystycznego. Fahad Al-Jassam, bo tak nazywa się zatrzymany mężczyzna, wyznaje islam i utrzymuje, że nie ma nic wspólnego ludźmi podającymi się za jego rodziców.


Obrony mężczyzny podejmuje się nie kto inny, tylko Joanna Chyłka. Upatruje w tej sprawie szansę na głośne zwycięstwo. Mogłaby zdobyć jeszcze lepszą opinię w świecie prawniczym. Chociaż równie dobrze mogłoby się to obrócić przeciwko niej. Sprawa nie będzie łatwa. Fahad nie chce współpracować ze swoimi obrońcami, a jego wyznanie tylko pogłębia powszechną niechęć. Kiedy Chyłka i Zordon (chyba nikt nie wyobrażał sobie, by Kordian nie pojawił się znów u boku Joanny) starają się ustalić w sprawie jak najwięcej, znaleźć jak najwięcej dowodów, orientują się, że... coś zdecydowanie jest nie w porządku. Coraz bardziej utwierdzają się w przekonaniu, że w całą sprawę są zamieszane służby, których praca w tym przypadku wzbudza uzasadnione wątpliwości.

Remigiusz Mróz jak zwykle doskonale wpisuje się swoją powieścią w aktualne zdarzenia, tematy, rządzące właśnie światem i polityką. Na sali sądowej staje muzułmanin, mający planować zamach na terenie Polski. Czy taki człowiek, miałby szansę na sprawiedliwy proces i realne zastosowanie zasady domniemania niewinności, czy raczej wszyscy od razu widzieliby dla niego miejsce w więzieniu z możliwie najsurowszym wyrokiem? A ponadto jak w sytuacji przewidywanego zagrożenia miałoby zachować się państwo? Czy władza mogłaby wszystko wytłumaczyć troską o obywateli? I czy za działania dla dobra ogółu, komuś nie przyjdzie zapłacić?

Inwigilacja” to już piąty tom serii z Chyłką – równie doskonały jak poprzednie. W moim odczuciu może nawet najlepszy (chociaż nie wiem, czy nie jest tak, że każda kolejna odsłona równie mocno chwyta mnie za serce i tak trzyma, dopóki nie pojawi się kolejna, a wtedy ulubienica się zmienia). Po kilku miesiącach pustki znów spotykamy parę naszych ulubionych prawników. Końcówka „Immunitetu” nie tylko postawiła przed Chyłką trudne wyzwanie, ale też wystawiła relację tej dwójki na dużą próbę.
Chyłka i Zordon wciąż są tacy jakimi ich poznawaliśmy przez poprzednie tomy – wciąż ich relacja jest pełna uszczypliwości, a praktycznie każda z pozoru zawodowa rozmowa kończy się osobistym przytykiem. Wciąż nie mogę przestać zachwycać się jak ich relacja jest doskonale przedstawiona. Z jednej strony tak bardzo niedopowiedziana w jakikolwiek sposób, a z drugiej przecież tak jednoznaczna. Odważę się nawet powiedzieć, że pod tym względem książka jest wręcz idealna.


Naprawdę gorąco polecam Wam najnowszą opowieść o dwójce najbardziej rozpoznawalnych prawników w kraju. W odróżnieniu od poprzedniego tomu, tutaj sprawa i prywatne losy prawników dla mnie świetnie współtworzą całość i oba te aspekty wypadają tak samo wciągająco! Jeśli do tej pory mieliście jakieś wątpliwości, to po lekturze „Inwigilacji” na pewno wpadniecie już po uszy. I nie będzie mogli doczekać się kolejnego tomu, bo to, co w zakończeniu serwuje nam autor... Prawdziwa karuzela emocjonalna. I chociaż... no chciałabym, żeby było inaczej, to jednak im bliżej było końca tym bardziej coś wisiało w powietrzu. (Chociaż przez większość książki spodziewałam się czegoś innego. Na szczęście dla fabuły i nie tylko – myliłam się :) )

środa, 8 marca 2017

Remigiusz Mróz – „Wotum nieufności”

Nie znam się na polityce jakoś wybitnie, ale zawsze kątem oka gdzieś śledzę to, co się aktualnie dzieje. W pewnym momencie życia nawet myślałam nad pójściem na politologię. A do tego od bardzo dawna wychodzę z założenia, że dobry kryminał (książka, serial, cokolwiek) po prostu powinien być w jakimś stopniu zaplątany w politykę. Dlatego Wotum nieufności Remigiusza Mroza było dla mnie absolutnym „must read” jak to się podobno mówi.

Notatka na okładce głosi „polskie House of cards”. Kilka osób już wyrażało swoje „ale” i mi również tutaj coś zgrzyta. Po pierwsze sugeruje jakoby House of cards miało być lepsze, po drugie, czy „nasze” książki zawsze muszą być postrzegane przez pryzmat tych zagranicznych? Zupełnie nie rozumiem tej tendencji.


Ale przejdźmy już do sedna sprawy.
Daria Seyda, marszałek sejmu, budzi się w motelu, a w pamięci ma lukę, obejmując kilka ostatnich godzin. Nie ma pojęcia jak się tam znalazła i dlaczego. Czy była sama, czy z kimś. Jednak kobieta spycha cała tę sprawę na dalszy plan, bo wzywają ją obowiązki państwowe. W kraju szykują się poważne zmiany, a ona musi teraz zająć się krótką i szybką kampanią prezydencką.
Głównym rywalem w walce o fotel prezydenta jest młody polityk prawicy – Patryk Hauer. Mężczyzna jest swego rodzaju celebrytą politycznym. Regularnie udziela się na portalach społecznościowych i chętnie robi sobie selfie z młodymi ludźmi. A w domu ma swój własny, prywatny sztab.
Darię i Patryka łączy jedno – wkrótce oboje dostrzegają, że to, co dzieje się wokół nich może być jakąś grubszą aferą, którą rząd skutecznie stara się zatuszować. Jedno zaangażuje się w wyjaśnianie wszystkich wątpliwości bardziej, drugie mniej, ale oboje odczują skutki politycznych machlojek.
Główni bohaterowie powieści są charakterystyczni dla tego autora. Każdy z nich ma jakąś cechę, która pozwoli go łatwo zidentyfikować spośród całego dorobku Mroza.
Oboje zostają już z góry podzieli na dobrych i złych, abo może chociaż lepszych i gorszych. Jednak to niczemu nie przeszkadza, bo nadal w swoim przypisaniu do konkretnej „kategorii” pozostają na pewien sposób niejednoznaczni. A i moja sympatia rozłożyła się, dla mnie, bardzo zaskakująco.



A jak wygląda tło stworzone dla tych bohaterów? Mróz zaprasza nas w świat sklejony z polskiej przeszłości, dość aktualnego stanu polityki za granicą i zupełnie autorskiej współczesnej sceny politycznej w kraju. Na początku książki dostajemy rozrysowaną sytuację na scenie politycznej, tak że nawet jeślibyśmy się gdzieś zgubili, to łatwo możemy zweryfikować o kogo chodzi i jakie ma poglądy.
Polityka tutaj, tak jak w tego typu książkach i tak jak w rzeczywistości nie jest zbyt czystym zajęciem. Można starać się być wiernym swoim zasadom i ideom, jednak prędzej czy później nadejdzie moment, kiedy stanie się to wręcz niemożliwe.
Jak daleko można się posunąć, by zyskać kosztem innych? Czy można zrobić wszystko, by zdobyć władzę? A co jeśli w efekcie będziemy mieli na rękach czyjąś krew?
Wotum nieufności zostało zbudowane na typowej dla Mroza sprawnej akcji i wysokim napięciu. Powieść szybko wciąga czytelnika, który z uwagą śledzi wszystkie polityczne machinacje, a konstrukcja spisku we władzy tylko podsyca jego ciekawość. Chociaż jednocześnie zdarzają też momenty dużo wolniejsze – moja ulubiona scena to ta, kiedy czas praktycznie staje w miejscu, a my poznajemy dość obszerne myśli kłębiące się w głowie bohatera. W rzeczywistości wszystko trwa zaledwie kilka/kilkanaście sekund.

Jestem bardzo zadowolona, że sięgnęłam po tę książkę i myślę, że wszystkim, którzy na co dzień nie unikają politycznych tematów jak ognia, spodoba się tak samo. Pierwsze, polskie political fiction wypadło bardzo dobrze! A apetyt na kolejną cześć tylko podsyca zakończenie, do jakich Remigiusz Mróz już nas przyzwyczaił – jak zwykle wszystko zmienia tylko jedno zdanie (chociaż ja już kilka zdań wcześniej byłam pewna, że to po prostu musi się stać). Niech czas mija jak najszybciej, bo w takiej niepewności nie można długo wytrzymać :) 

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Paweł Domagała – „Opowiem Ci o mnie”

Pawła Domagałę prawie wszyscy znają z ekranu. Czy to z fenomenalnej roli Krzysztofa Małeckiego z „O mnie się nie martw”, czy Igora Szota z „Drugiej szansy”, czy też Szyi z „Wkręconych”. A znacie Pawła Domagałę muzyka? Ja odkryłam go w 2012 roku. A przynajmniej tak podpowiada mój komputer. Od pierwszego przesłuchania zakochałam się w „Zamknij oczy” i „Opowiem Ci o mnie”.

Album „Opowiem Ci o mnie” ukazał się w listopadzie 2016 roku przy współpracy z Łukaszem Borowieckim. Na krążku dostaliśmy 10 pięknych, melodyjnych piosenek z równie doskonałą warstwą tekstową. Każda zapowiedź płyty zawierała stwierdzenie, że Paweł porusza w swoich piosenkach takie tematy jak miłość, wiara, przebaczenie, spokój wewnętrzny. I dokładnie tak jest.



Teksty Domagały są bardzo osobiste, ale też bardzo łatwo można znaleźć w nich trochę siebie. Swoich uczuć, swoich myśli. Może właśnie dlatego płyta tak oczarowuje. Moim numerem jeden na pewno jest „Hiob” (tego wyboru uzasadnić się nie da, jeśli chcecie zrozumieć, po prostu posłuchajcie). A zaraz potem „Zuza” i „Tu i teraz” – dwie przepiękne piosenki o miłości.
(…)
nie będę się bał
bo jesteś moim tu i teraz
jesteś moim teraz i tu
Kiedy w środku jest mi trochę gorzej naprzeciw wychodzi mi numer „Gdybyś była” i „Nie okalecz mnie”. Ten ostatni tytuł został zupełnie pokochany przez mój zmysł filologiczny.
Miłością na dotyk
Miłością na próbę
Miłością do czasu
nie okalecz mnie czymś co

smakuje jak,
wygląda,
ja tu tęsknię a to nie jest
bo widzisz
No i jest jeszcze kilka innych równie pięknych utworów. Tak naprawdę, każdy z nich ma w sobie coś, co warto byłoby wyróżnić i najprawdopodobniej bez względu na wasz nastrój, jeśli włączycie płytę nie będziecie mogli się zdecydować, by wyłączyć.
Na koniec trzeba podkreślić również, że album został naprawdę pięknie wydany. Bardzo lubię takie czarne, minimalistyczne klimaty, a tutaj wszystko zostało idealnie zaprojektowane. I co najważniejsze – jest książeczka.

Słuchajcie. 


wtorek, 24 stycznia 2017

Nermin Bezmen – „Imperium miłości” Tom 1 i 2

Od jakiegoś czasu dużą popularność zyskują seriale tureckiej produkcji. Ja poznałam tylko jeden. Rok/półtora roku temu na Dwójce można było oglądać „Imperium miłości” (o ile się nie mylę kilka dni temu widziałam też powtórkę). Ze względu na studia nie widziałam każdego odcinka, jednak historia miłości Szury i Kurta Seyita na tyle wciągnęła mnie i moją mamę, że kiedy mignęła mi gdzieś informacja o planowanym wydaniu książki o tym samym tytule, od razu uwzględniłam ją w swoich planach zakupowych.

Wcześniej nie miałam pojęcia, że serial jest wzorowany na powieści opisującej prawdziwe zdarzenia. Do lektury podeszłam z dość wysokimi oczekiwaniami, chcąc poznać realne postacie, które w serialowej wersji zdobyły moją sympatię. Jednak... dla tych, którzy zaglądali do zestawienia najlepszych i najgorszych lektur 2016 roku, nie jest żadną tajemnicą, że „Imperium miłości” zaliczyłam do tych drugich. Niestety.



Autorką powieści jest Nermin Bezmen, wnuczka Seyita Eminowa, a na końcu każdego tomu znajdziemy prawdziwe zdjęcia bohaterów.

Seyit Eminow, nazywany Kurtem, jest oficerem carskiej armii. Jego rodzina mieszkająca w Ałuszcie na Krymie ma tureckie pochodzenie. Kultywuje tradycje, a ojciec Kurta ma jedno podstawowe wymaganie – syn ma ożenić się z Turczynką.
To właśnie Seyit jest główną postawią powieści. Z oczywistych względów autorka poświęca mu znacznie więcej miejsca niż Szurze. Chociaż poznajemy go w 1916 roku, gdy jest już dorosłym mężczyzną, porucznikiem, to kilka rozdziałów dalej wracamy do jego dzieciństwa, by towarzyszyć mu w dorastaniu. Poznajemy historię jego rodziny, jego przyjaciół, towarzyszymy mu, gdy po raz pierwszy wyjeżdża z domu, by rozpocząć naukę w Petersburgu, w Akademii Wojskowej...

Seyit odnosi sukcesy w wojsku i nie stroni od towarzystwa kobiet. Zbliża się jego wyjazd na front, kiedy na balu poznaje piękną, 16 letnią blondynkę. Aleksandrę Wierżeńską, zdrobniale nazywaną Szurą. Oboje zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. Jednak losy Rosji nie pozwalają im na spokojny związek. Najpierw I Wojna Światowa, później rewolucja w czasie której, Seyit jako carski oficer może na każdym kroku zginąć z rąk bolszewików. Najpierw długie rozstanie, później trudna podróż na spokojny jeszcze Krym, a później jeszcze dalej...

Rozdziały albo też ich znaczne fragmenty poświęcone historii Rosji są zdecydowanie najlepszą stroną tych książek. Autorka przybliża nam losy Krymu, targanego konfliktami. Obserwujemy rewolucję wznieconą przez bolszewików. Poznajemy również losy Turcji w tym czasie. Czytając te fragmenty miałam wrażenie, że pisząc o historii autorka diametralnie zmienia styl. Na o wiele lepszy. Każde kolejne wtrącenie historyczne cieszyło mnie tak samo, bo po prostu, czytało mi się o wiele przyjemniej.

Historia Seyita i Szury w wersji książkowej zupełnie mnie nie porwała. Notatka polecająca na okładce obu tomów głosi, że „znowu potwierdza się stara prawda, że książka jest lepsza od filmu”. No nie. Wiadomo, że produkcje serialowe mają to do siebie, że wszelkie komplikacje i przeciwności losu mnożą się na potęgę, jednak to właśnie tamta wersja bardziej mi się spodobała. Ogólny poziom był na tyle wysoki, że spodziewałam się dobrej książki, przejmująco przedstawiającej skomplikowaną miłość obojga bohaterów. Tymczasem ich uczucie tak naprawdę zostało sprowadzone jedynie do miłości fizycznej. Seksu na pewno w książce nie brakuje. A uczucia są przedstawione w sposób bardzo... infantylny. I to nie tylko z punktu widzenia szesnastolatki. Dopiero na samym końcu drugiego tomu autorka starała się znaleźć w relacji swoich bohaterów coś więcej. Bohaterów, których główną emocją jest „podniecenie”. Odnoszące się do wszystkiego – do spotkania, do pierwszego balu, do wyjazdu do szkoły... Jedno słowo pojawiające się przez pewien czas niemal na każdej stronie, czasami nawet kilka razy, naprawdę potrafi wyprowadzić z równowagi.


Tym razem wątki historyczne to za mało, by polecić całość. Książkowa wersja wypada naprawdę słabo, a główny wątek miłosny jest chyba jednym z najgorszych z jakim się spotkałam. Dodatkowo przez cały czas lektury czułam się trochę nieswojo wiedząc, że autorką jest wnuczka Kurta. Jeżeli kiedyś będę mieć wnuki, nie chciałabym, żeby miały zapędy literackie :) 

sobota, 14 stycznia 2017

„Księgarenka przy ulicy Wiśniowej”

Choinka wciąż stoi w pokoju, za oknem biało, tylko klimat świat zdążył już gdzieś uciec. A gdyby tak spróbować go zatrzymać na nieco dłużej?
Zbiór świątecznych opowiadań, „Księgarenka przy ulicy Wiśniowej”, nadaje się do tego doskonale.

W książce znajdziemy teksty siódemki autorów (których w większości nie miałam jeszcze okazji poznać): Liliany Fabisińskiej, Agnieszki Krawczyk, Remigiusza Mroza, Gabrieli Gargaś, Alka Rogozińskiego, Magdaleny Witkiewicz oraz Marty Obuch. Teksty, które tworzą spójną całość, a jednocześnie każdy z nich opowiada historię innego bohatera, innego klienta tytułowej Księgarenki.

Księgarnię przy ulicy Wiśniowej prowadzi pan Antoni. Starszy człowiek, który jest lokalnym dobrym duchem. Stworzył miejsce o domowej atmosferze. Często rozmawia ze swoimi klientami, doradza im... A gdy pewnego dnia, tuż przed świętami, podejmuje decyzję o zamknięciu Księgarenki, jest pewny, że nie może swoich stałych gości ot tak pozostawić. Zaprasza każdą osobę indywidualnie i wręcza jej prezent. Specjalnie dobraną książkę, w zależności od tego jak aktualnie wygląda ich życie, czego potrzebują, co lubią, przed jakimi problemami stają.

Chociaż każdą część napisał inny autor, każda ma inny styl, bohaterowie mają różne charaktery to łączy je jedna rzecz. Niezwykle ciepły, świąteczny klimat. Niezależnie od tego kim jest bohater, czy aktorką zarabiającą na życie w przebraniu bagietki na akcjach promocyjnych, sędzią, a może byłą dziewczyną gangstera, to i tak, każdego z nich prędzej czy później otoczy świąteczne ciepło. A dzieje się tak przede wszystkim za sprawą książek od pana Antoniego. Podarunku otwierają im oczy na to, czego do tej pory nie dostrzegali wokół siebie, pomagają uwolnić się od złych emocji albo inaczej spojrzeć na męczące ich właśnie problemy. A jakie książki tak bardzo wpływają na ich życie? „Zabić drozda”, „Mały książę”, „Opowieść wigilijna” a także „Alicja w Krainie Czarów” i „Kubuś Puchatek”.

Oczywiście jedne opowiadania podobały mi się bardziej inne mniej, a wobec jeszcze innych pozostałam obojętna. Nie byłabym sobą, gdybym w przypadku takiej lektury nie miała kilku „ale”. Największy problem miałam z dwoma opowiadaniami – „Cyganka prawdę ci powie” Alka Rogozińskiego oraz „Niezła szopka” Marty Obuch. W pierwszym przypadku zniechęcał mnie zbyt nachalny bohater – jak żaden inny, od razu dający się utożsamić z główną postacią z książki, którą otrzyma. W drugim przypadku praktycznie przez całe opowiadanie nie potrafiłam oswoić się ze stylem autorki.
A które teksty najbardziej podbiły moje serce? „Malutkie czary” Agnieszki Krawczyk – opowiadanie subtelnie przepełnione magią. „Sędzia” Remigiusza Mroza – napisane na świetnym poziomie, w stylu autora. I tutaj prawda jest taka, że po książkę sięgnęłam właśnie ze względu na Mroza, ciekawa jak poradził sobie ze świątecznym klimatem – i cóż, jak najbardziej zdał egzamin!

Jeśli macie ochotę jeszcze na chwilę wrócić do klimatu świąt to gorąco polecam Wam tę książkę. Myślę, że naprawdę warto. Opowiadania są tak zróżnicowane, że na pewno każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. A może będzie to dobry sposób, by poznać autorów do tej pory nie czytanych? Ja, chociaż do niektórych się zniechęciła, to jednak do swojej listy „do przeczytania” dopisuję kilka nazwisk, a dokładnie: Agnieszkę Krawczyk, Gabrielę Gargaś, Lilianę Fabisińską.

wtorek, 3 stycznia 2017

Książkowe miłości i rozczarowania 2016 roku


Najlepsze książki w 2016 roku



– „Sońka” Ignacy Karpowicz – książka, którą po prostu pochłonęłam i kiedy tylko teraz o niej pomyślałam, mam ochotę znowu usiąść i przeczytać ją ponownie. Książka, która przywraca wiarę, że wielka literatura, taka przez duże L jeszcze jest możliwa.
– „Dobrze się myśli literaturą” Ryszard Koziołek – zbiór esejów literaturoznawcy, profesora Uniwersytetu Śląskiego. Koziołek analizuje naprawdę dogłębnie polską literaturę od Sinkiewicza, przez Prusa, Mrożka do Karpowicza i Stasiuka. Myślę, że powinna to być pozycja obowiązkowa dla każdego kto naprawdę kocha dobrą literaturę.
– „Szare śniegi Syberii” Ruta Sepetys – przejmująca historia zesłańców, którzy walczyli o życie w mrozie i śniegu dalekiej Syberii. A przy okazji po raz pierwszy zostałam porwana przez historię dziecka.
– „Romeo i Julia” William Shakespeare – wróciłam do tego dramatu po mniej więcej 8 latach i się zakochałam. Myślę, że to był tylko wstęp do tego, bym w tym roku w dalej wracać do przeczytanych już dzieł i poznawać nowe.
– „Wichrowe wzgórza” Emily Bronte – co tu dużo mówić – klasyka romansu. Takie romanse to ja bym naprawdę mogła czytać!
– „Behawiorysta” Remigiusz Mróz – troszkę ten tytuł nie pasuje do pozostałej części listy, ale musiałam. Tak jak już sugerowałam w recenzji jest to najlepsza książka Mroza. Jeśliby w kategorii „rozrywka” (by tak traktuję kryminały i romanse itd.) to byłoby naprawdę bardzo dobrze.


Rozczarowania 2016 roku



– Nermin Bezmen – „Imperium miłości” Tom 1 i 2 – oglądałam serial (prawie regularnie) i spodziewałam się, że dostanę coś znacznie lepszego. Recenzja tych książek powinna pojawić się za jakiś czas, na razie powiem, że nie myślałam, że mogę dostać tak spłaszczone i zinfantylizowane przez prawie całą książkę uczucie głównych bohaterów.
– Donna Tartt „Szczygieł” – cóż, spodziewałam się czegoś znacznie lepszego, biorąc pod uwagę pochlebne opinie o autorce. Oczarowało tylko kilkanaście/kilkadziesiąt pierwszych stron i kilka ostatnich. Coś takiego, jak tam, czytałabym z ogromną przyjemnością. Niestety według mnie fabuła została zupełnie niepotrzebnie bardzo rozciągnięta bez znaczenia dla całości.
– Magdalena Witkiewicz – „Cześć, co słychać?” – książka, którą chyba ostatecznie wyleczyłam się z dawania szansy kolejnym powieściom Witkiewicz. I której praktycznie nie pamiętam. Sama historia mogła być świetnym pomysłem ale połączenie – ja i ten styl pisania (opisywania/pomijania opisów emocji) to złe połączenie.
– Remigiusz Mróz – „W cieniu prawa” – trochę to zaskakujące, no ale... powieść w moim odczuciu powinna skończyć się już w połowie. No i to zakończenie...


niedziela, 1 stycznia 2017

Podsumowanie 2016 roku

W minionym roku przeczytałam 52 książki! 52! Naprawdę aż byłam w szoku! Ostatnią skończyłam wczoraj, rzutem na taśmę. Co prawda na początku tego roku kliknęłam „weź udział” na fejsbookowej stronie wydarzenia, ale nie nastawiałam się na 100% realizację. Bo przecież, jakie znaczenie ma ilość? Cieszę się, że przeczytałam tyle cudownych książek. Chociaż jak wiadomo nie obyło się również bez tych nieco gorszych.
Na blogu w ciągu całego roku pojawiły się 24 recenzje, dlatego przygotowałam dla Was pełną listę, gdybyście chcieli zobaczyć co tak naprawdę czytałam :) (tytuły, które doczekały się recenzji zamieniłam w link, wystarczy kliknąć).

2. Remigiusz Mróz – „Przewieszenie”
5. Marek Edelman – „I była miłość w getcie”
7. Marek Edelman – „Bóg śpi”
8. Edward Rutherfurd – „Nowy Jork”
10. Remigiusz Mróz – „Parabellum. Prędkość ucieczki”
11. Stanisław Dygat – „Karnawał”
16. Tadeusz Borowski – „Opowiadania wybrane”
18. Donna Tartt – „Szczygieł”
19. Magdalena Witkiewicz – „Cześć, co słychać?”
26. Joseph Conrad – „Tajfun”
27. Stanisław Ignacy Witkiewicz – „Wybór dramatów”
30. Remigiusz Mróz – „W cieniu prawa”
33. Willian Shakespeare – „Romeo i Julia”
34. Remigiusz Mróz – „Turkusowe szale”
35. John le Carre – „Bardzo poszukiwany człowiek”
38. Tove Jansson – „Małe trolle i duża powódź”
39. Tove Jansson – „Kometa nad Doliną Muminków”
40. Zbigniew Domino – „Syberiada polska”
41. Tove Jansson – „W Dolinie Muminków”
43. Ryszard Koziołek – „Dobrze się myśli literaturą”
47. Nermin Bezmen – „Imperium miłości” Tom 1
50. Nermin Bezmen – „Imperium miłości” Tom 2
51. Jakub Małecki – „Ślady”
52. „Kawiarenka przy ulicy Wiśniowej” – (wydanie zbiorowe)

(To tylko część, którą mam materialnie. Kilka książek leży u brata, wiele leży na bibliotecznej półce)

To był zdecydowanie rok Remigiusza Mroza – 8 książek! Było też sporo klasyki, bo jakżeby inaczej. Było tylko 19 książek autorów zagranicznych – zdecydowanie pozostaję wierna swoim przyzwyczajeniom. Był powrót do Doliny Muminków. Były też nowe miłości i zawody, o których miałam Wam też dzisiaj napisać ale stworzenie listy z najlepszymi książkami tego roku jednak zdecydowanie mnie przerosło. Dlatego najprawdopodobniej pojawi się za kilka dni.


Na koniec dziękuję wszystkim tym, którzy czasem tutaj zaglądają. Zaglądajcie nadal i odzywajcie się :) Życzę Wam wspaniałego roku! Czytajcie cudowne, mądre książki i spełniajcie swoje marzenia!