środa, 24 maja 2017

Remigiusz Mróz – "Deniwelacja"

Minął rok odkąd Osica pożegnał Forsta na dworcu. Zakopane przez ten czas powoli zapominało o Bestii z Giewontu. Wszystko miało pójść w dobrym kierunku. Ale czy poszło?



W zimowej stolicy Polski znów dochodzi do morderstw i wiele każe sądzić, że organy ścigania mają do czynienia z seryjnym mordercą. Sprawą zajmują się znani nam już prokuratorzy z Krakowa – Dominika Wadryś-Hansen i Aleksander Gerc. Sprawą, w której coraz więcej prowadzi do Forsta, który w ogóle nie utrzymuje kontaktu z inspektorem i nikt nie wie gdzie aktualnie się podziewa.
Wiktor tymczasem... jak można było się spodziewać nie żyje ani spokojnie, ani szczęśliwie. Przez pewien czas znalazł się w miejscu i sytuacji, która zmusiła go do zrezygnowania z koszuli w czerwono-czarną kratę. A jednocześnie w sytuacji, która z całą pewnością może wywołać kolejną krytykę braku prawdopodobieństwa niektórych zdarzeń. Mi to jednak zupełnie nie przeszkadza. Prawda jest taka, że przy żadnej z czterech części nie zwróciłam na to większej uwagi – bo przecież to kryminał, od którego oczekuję niczego innego jak dobrej rozrywki, a ją zdecydowanie dostaję! I wbrew powszechnej opinii o „Ekspozycji” to właśnie ona jest nadal moją ulubioną częścią.

Remigiusz Mróz, tak jak już miało to miejsce we wcześniejszym tomie sięga po rozdziały pisane z punktu widzenia mordercy, a tutaj nawet pisane w pierwszej osobie. Bardzo dobrze „komplikuje” to dodatkowo fabułę. Mam wrażenie, że „Deniwelacja” jest pełna niejasności jak jeszcze żadna cześć Forsta. Dopiero pod koniec książki zaczynamy dostawać pierwsze odpowiedzi. I naprawdę potrzebna jest wtedy chwila, by wszystko sobie poukładać.
Niejasnością przez znaczną cześć powieści był dla mnie też czas akcji. Długo byłam pewna, że przeplatające się rozdziały dzieją się w tym samym czasie, potem zaczęły pojawiać się wskazówki mówiące, że wcale tak nie jest... Z jednej strony na pewno spowodowało to jeszcze większe zaciekawienie, ale z drugiej... chyba wolałabym wiedzieć.
Zupełnie podobne odczucia mam odnośnie do zakończenia. Czytając książki Mroza można być pewnym, że na ostatnich stronach nastąpi coś nieoczekiwanego. I dla mnie tak było. Chociaż myślę, że zakończenie „Deniwelacji” mogło być brane pod uwagę przez niektórych czytelników. A ja czuję, że... złamano mi serce. A przynajmniej nadłamano.

Deniwelacja” jest nieco inna od poprzednich części cyklu – w końcu Bestii już nie ma, a Forst bez wątpienia choć trochę się zmienił. A pod nieobecność Wiktora to Dominika odgrywa dużą rolę w Zakopiańskiej części akcji. Niezmienne jednak jest to, że znowu dostajemy niesamowicie trzymający w napięciu i wciągający kryminał. A dodatkowo pojawia się w tym tomie świetna warstwa życia prywatnego bohaterów, które bezlitośnie przeplata się ze sprawą. I między innym przez tę mieszankę momentami zastanawiałam się, czy sama jestem jeszcze normalna, kiedy chwilę po tym jak nie mogłam przestać się śmiać, byłam bliska łez – czego przy Forście zupełnie się nie spodziewałam.


Myślę, że każdy kto polubił komisarza Forsta z poprzednich tomów i tutaj się nie zawiedzie, i będzie zadowolony ze spędzonego z nim czasu. 

niedziela, 14 maja 2017

Jane Austen – „Emma”

Emma Woodhouse, osóbka przystojna, rozumna i bogata, posiadająca dostatni dom i obdarzona pogodnym usposobieniem, otrzymała, zda się wszelkie dary, jakie życie ofiarować może; toteż przeżyła na świecie blisko dwadzieścia jeden lat bez większych powodów do zmartwień i niezadowoleni.

Tak właśnie rozpoczyna się „Emma” Jane Austen, doskonale opisując główną bohaterkę. Panna Woodhouse, młodsza z dwóch córek, mieszka z ojcem – starszym, niesamowicie specyficznym panem. Do tej pory była wychowywana przez guwernantkę, pannę Taylor, która dopiero co wyszła za mąż i opuściła swoją podopieczną. Emma przypisuje sobie skojarzenie tego małżeństwa, uważa, że ma w tych sprawach duże wyczucie. Dlatego też, rozglądając się wokół siebie, próbuje znaleźć kolejne pary, które mogłaby ze sobą zeswatać.
Emma do tej pory nigdy nie zakochana, powtarzająca, że sama nigdy nie wyjdzie za mąż, podejmuje się sprawy, można by nawet powiedzieć, że z góry skazanej na przegraną, bo przecież nie ma nic bardziej nieprzewidywalnego niż uczucia. Nie trudno się domyślić, że poczynania panny Woodhouse często nie przyniosą nic dobrego. Dziewczyna widzi to, co chce widzieć i nie zauważa tego, co tak naprawdę dzieje się wokół niej – zarówno jeśli chodzi o innych, jak i o nią samą...

Emma” ma specyficzny XIX wieczny klimat – proszone obiady, bale, uprzejme rozmowy i nieustanne zachowywanie pozorów, które dodatkowo nie ułatwia pannie Woodhouse obranego zadania. Jane Austen przedstawia nam w swojej powieści kompletny przekrój postaci – od tych, które zdobywają nasze serce od pierwszego pojawienia się w książce, przez te raz lubiane bardziej, raz mnie, te zupełnie obojętne, aż po te, które znieść jest naprawdę trudno.

Początkowo podeszłam do tej powieści z dużą rezerwą. Dwa wcześniejsze spotkania z prozą Jane Austen skończył się dość średnio, a „Emma” od pierwszych stron wydawała się bardzo przewidywalna. W dodatku charakter postaci z tego okresu często bywa dla mnie niesamowicie irytujący. I faktycznie tak było, to czego byłam pewna już na samym początku w pełni się sprawdziło, bohaterowie nie stali się mniej irytujący, ale... po przeczytaniu znacznej części przestało mi to już przeszkadzać. Bardzo miło wspominam czas spędzony z tą książką. Do tego stopnia, że czekają już na mnie dwie kolejne powieści Austen.