niedziela, 4 stycznia 2015

Paweł Huelle – „Weiser Dawidek”


tytuł: Weiser Dawidek
autor: Paweł Huelle
wydanie: Znak, 2014
liczba stron: 286


fot. gulinka


„Weiser Dawidek” z 1978 roku jest debiutem Huellego. I to bardzo głośnym debiutem. Zaczynając mówić o tej książce, koniecznie trzeba przypomnieć, że przez krytyków była określana jako: powieść dekady, powieść wszech czasów. Czy słusznie?

Powieść jest napisana niezwykle przystępnie, a fabuła naprawdę intryguje i wciąga czytelnika. Pod tym względem zakrawa prawie o powieść przygodową. Ale obok tego równie dobrze można wymienić kryminał, powieść obyczajową i tak dalej...

Akcja „Weisera Dawidka” toczy tak naprawdę na trzech tora.
  • po pierwsze – obserwujemy przesłuchanie trzech przyjaciół: Pawła (narrator), Piotra i Szymona, w sprawie zaginięcia ich kolegów: Dawida Weisera i Elki. To właśnie chłopcy widzieli wspomnianą dwójkę po raz ostatni
  • po drugie – narrator, pomiędzy kolejnymi scenami z przesłuchania, przedstawia nam wydarzenia ostatnich wakacji, które prawie zupełnie skupiały się wokół Weisera
  • po trzecie – co jakiś czas pojawiają się wtrącenia narratora, przemawiającego do nas z pozycji autora, który 20 lat po tamtych zdarzeniach decyduje się wszystko opisać, mając nadzieję, że sam zrozumie więcej

Skąd w życiu zwykłych jedenastoletnich mieszkańców Gdańska aż tyle niewiadomych, których nawet jako dorośli nie potrafią sobie wytłumaczyć? By to zrozumieć trzeba sobie chociaż spróbować odpowiedzieć na pytanie kim jest tytułowy Dawidek. Spróbować, ponieważ nic tutaj nie jest jednoznaczne. Weiser jest żydowskim chłopcem, wychowywanym przez dziadka. Nie bawi się z grupką chłopców – nie gra z nimi w piłkę, nie udaje z nimi partyzantów. Trzyma się na uboczu, a od jakiegoś czasu coraz więcej łączy go z Elką. W końcu jednak w „swoje sprawy” wtajemnicza Pawła, Piotrka i Szymka. Okazuje się, że gra w piłkę lepiej niż wszyscy inni, zna się na broni, a nawet potrafi strzelać, potrafi hipnotyzować zwierzęta, ma ogromną wiedzę z filozofii, historii, pirotechniki... Czy jest to wiedza i umiejętności typowe dla jedenastoletniego chłopca? Zdecydowanie nie.

Książką jestem zachwycona. Nie tylko ze względu na zagadkowe wydarzenia i udzielającą się niepewność, ze względu na postać Dawidka, ale też na czas w którym wszystko się rozgrywa. Trochę pod spodem, pod główną akcją zaprzątającą całą naszą uwagę dostajemy bardzo dobry opis realiów, codziennego życia w Gdańsku w czasach PRL-u. Ale co ostatnie kupiło moje serce i sprawiło, że w niektóre fragmenty wpatrywałam się z wielkim uśmiechem? Wtrącenia metatekstowe. Dla niektórych może zupełnie niepotrzebne, niezrozumiałe i burzące porządek historii. Dla mnie wręcz przeciwnie. Kiedy znajduję w książce fragmenty mówiące o niej samej, kiedy nagle wychyla się do mnie „autor”, istnieje duże prawdopodobieństwo, że książka pozostanie u mnie jako ulubiona lub chociaż lubiana.


piątek, 2 stycznia 2015

Wataha.


reżyser: Michał Gazda, Kasia Adamik
obsada:
  • Wiktor Rebrow – Leszek Lichota
  • Adam „Grzywa” Grzywaczewski – Bartłomiej Topa
  • prokurator Iga Dobosz – Aleksandra Popławska
  • komendant Konrad Markowski – Andrzej Zieliński
  • oraz między innymi: Marian Dziędziel, Jacek Koman, Magdalena Popławska, Paulina Chruściel, Jacek Lenartowicz
http://www.hbo.pl/wataha/


Thriller sensacyjny + ciekawie zapowiadająca się obsada (Lichota, Topa, Popławska, Zieliński) – to podstawowe cechy serialu, które wyłapałam czy to z częstych reklam, czy filmweb'u, i które zachęciły mnie, by w końcu bliżej przyjrzeć się sześcioodcinkowej produkcji HBO .

Nasze piękne Bieszczady, pełne lasów, pogrążone w ciszy i spokoju – wydające się być doskonałym azylem, idealnym miejsce na odpoczynek... Ale czy na pewno? Nie umniejszając poprzednich cech, widzimy jednak, że sama natura potrafi być niebezpieczna, a życie na granicy, gdzie prawie stałym elementem są przemytnicy (ludzi, broni, narkotyków), wcale nie jest takie różowe.

Głównym bohaterem jest Wiktor Rebrow (Leszek Lichota), Strażnik Graniczny, który już(?) w pierwszym odcinku w wybuchu leśniczówki traci przyjaciół i ukochaną. Wokół jego osoby kręci się całe śledztwo rozpoczynające się zaraz potem. Dalsze losy Rebrowa to jednocześnie „walka” z prokurator (Aleksandra Popławska), ale też praca w nowej Watasze, dla której nie raz jest niezbędny ze względu na doświadczenie, znajomość środowiska. Ale jest to też czas podjęcia próby pewnego rozrachunku ze swoją przeszłością, z tym wszystkim co się stało, pogodzenia się z tym...

Thriller to gatunek, który z samego założenia ma nas wcisnąć w fotel i pozostawić z uczuciem niepokoju aż do kolejnego odcinka, które powinno tylko rosnąć. Czy w przypadku „Watahy” to się sprawdza?
Co prawda usiadłam do tego serialu długo po telewizyjnej premierze i nie musiałam odczekiwać tygodnia, ale konfiguracja w jakiej obejrzałam odcinku też chyba dużo mówi.
Pierwszy odcinek wprowadzający, tzw. pilot, wywołał we mnie uczucia dosyć mieszane. Chciałam zacząć narzekać, że to nie to, że oczekiwałam czegoś lepszego, ale ze względu, że akcja przecież też musi mieć czas na rozkręcenie się, kolejnego dnia włączyłam następny odcinek. Było trochę lepiej, więc stwierdziłam: nie jest jeszcze tak późno, włączę trzeci. I nagle zrobiło się późno – obejrzałam wszystkie. Od trzeciego odcinka napięcie naprawdę rośnie, a wątki coraz bardziej się zagęszczają. (pomimo, że naprawdę niektóre rzeczy można przewidzieć) Pojawiają się kolejne pytania, wątpliwości... i nie wszystkie zostają do końca wyjaśnione.

A co dla mnie najważniejsze – niepokój i napięcie pozostaje również jakiś czas po obejrzeniu ostatniego odcinka. A to jest chyba podstawowym wyznacznikiem wartości? „Wataha” nie pozwala o sobie łatwo zapomnieć i pomimo poczucia – obejrzę jeszcze raz, dostrzegę więcej szczegółów, odpowiem sobie na kilka pytań – zawsze pozostawi nas z pytaniami.