piątek, 16 października 2015

Jakub Błaszczykowski, Małgorzata Domagalik – „Kuba”

autor: Jakub Błaszczykowski, Małgorzata Domagalik
tytuł: Kuba
wydanie: Buchmann 2015
liczba stron: 364



Jakub Błaszczykowski. Tego pana chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Nawet tym, którzy sportem nie interesują się na co dzień. Piłkarz Wisły Kraków, reprezentant kraju, piłkarz Borussii Dortmund, kapitan reprezentacji...
Od dłuższego czasu Błaszczykowski był jednym z moich ulubionych sportowców, a w końcu ulubionym. Ale przede wszystkim jednak autorytetem w pewien sposób. Dlatego jego biografia musiała stać się u mnie punktem obowiązkowym.

„Kuba” to książka napisana wspólnie przez Błaszczykowskiego oraz Małgorzatę Domagalik, dziennikarkę, redaktor naczelną miesięcznika „Pani”. W tym momencie mogłyby się pojawić zarzuty zagorzałych fanów piłki nożnej, czy szeroko pojętego sportu – jak autorką biografii zawodnika, o którym mówi się, że należy do światowej czołówki, może być naczelna kobiecego czasopisma? Ale to wcale nie jest wadą tej pozycji.

„Kuba” to nie tyle biografia piłkarza, prawego obrońcy czołowego zespołu Bundesligi*, ale biografia człowieka. Człowieka, który już jako kilkuletni chłopiec grał w piłkę i, będąc niechętnym do pracy i nauki, zawsze powtarzał, że przecież on będzie grał. Człowieka, który z czwartej ligi trafił do składu ówczesnego mistrza Polski – Wisły Kraków, który spełnił swoje marzenia o opasce kapitana w reprezentacji, który zagrał w finale Ligi Mistrzów. Ale też człowieka, który by dotrzeć prawie na szczyt piłkarskich osiągnięć musiał przejść bardzo długą drogę. Musiał uporać się z doświadczeniami kilkuletniego Kubusia, które złamałyby niejednego dorosłego. Musiał uporać się w końcu z samym sobą.

Książka jest zbiorem wielu rozmów. Te prowadzone przez Domagalik i Błaszczykowskiego zdają się być jedynie komentarzem i uściśleniem kolejnym faktów, zdarzeń. Mówią o rzeczach, o których powiedzieć może tylko Kuba. Natomiast główną częścią są wypowiedzi innych, z których tak naprawdę wyłania się pełna postać Błaszczykowskiego. Możemy znaleźć wypowiedzi rodziny zawodnika: żony Agaty, babci Felicji, wujka Jurka (kapitana reprezentacji, która zdobyła srebrny medal na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie), brata Dawida... Jego przyjaciół od czasów dzieciństwa, a także tych z boiska zawodowego: Łukasza Piszcza, Matsa Hummelsa, Sebastiana Kehla... A także trenerów: Jürgena Kloppa, Franciszka Smudy, Waldemara Fornalika, Adama Nawałki...
Wszystko to jest doprawione tekstami polskich raperów, których Błaszczykowski słucha, oraz mnóstwem zdjęć.



Książka jest naprawdę warta polecenia i to nie tylko dla fanów Błaszczykowskiego, kibiców sportowych, ale wszystkich tych, którzy chcą przeczytać mądrą, wartościową historię o człowieku, który nigdy się nie poddaje.


This is a song about your ghost
This is a boy who lived before**


* Aktualne Kuba jest piłkarzem ACF Fiorentina
** Dwa wersy z mojej ostatnio ulubionej piosenki, które w wolnej interpretacji pasują również tutaj. Niech będą zapowiedzią jednego z kolejnych tekstów. 

piątek, 9 października 2015

Anna Ficner-Ogonowska – „Szczęście w cichą noc”

Miałam już ten tekst dawno wstawić, a przede wszystkim dawno napisać, ale ostatni tydzień... kręcił się zupełnie wokół innego tematu i trudno było mi skupić się na czymś innym. Dlatego bez zbędnego przedłużania, przejdźmy już do rzeczy...

autor: Anna Ficner-Ogonowska
tytuł: Szczęście w cichą noc
wydanie: Znak 2013
liczba stron: 174


Uwaga! Względem części wcześniejszych – będą spojlery!


„Szczęście w cichą noc” to czwarta, a zarazem ostatnia część cyklu Anny Ficner-Ogonowskiej. Jest to tom najkrótszy, będący wyraźnym zakończeniem historii Hanki.

Hania i Mikołaj są małżeństwem i oczekują dziecka... Zapraszają nas, razem z całą rodziną do domu, byśmy mogli uczestniczyć w planowaniu, wszystkich przygotowaniach, a w końcu i samej wigilii. Ta, trzecia już wigilia jaką możemy obserwować w całej serii, jest zupełnie inna od poprzednich. Jest pełna ciepła i miłości. Pojawiają się łzy ale są to wyłącznie łzy wzruszenia i szczęścia.
W kuchni panuje pani Irenka opowiadając świąteczne historie, dzięki czemu bez problemu możemy poczuć klimat świąt, nawet jeśli czytamy „Szczęście...” w zupełnie innym czasie; Hania wszystko planuje, Dominika zawsze stara się dodać swoje trzy grosze i wprowadzić własne rządy, a Mikołaj po prostu jest, kochając...

Jednocześnie, obok wszystkich przygotowań, odbywają się ostateczne rozliczenia z przeszłością, ze sprawami ciągle z niej powracającym. Sprawami, które chociaż nigdy nie mogą zostać zapomniane, to jednak mogą zostać oswojone i nie stawać więcej na drodze do szczęścia, które od jakiegoś czasu znów panuje w świecie Hanki.


Książka jest niesamowicie ciepła, przesycona wigilijną pozytywną energią. Może być świetnym pomysłem na jesienny, chłodny wieczór. Z całą pewnością chociaż na moment pozwoli wam zapomnieć o codziennych troskach. A jak się ma do pozostałych części cyklu? Chyba jednak nie zmienię zdania i kolejność tomów nadal będzie odpowiadała mojemu prywatnemu rankingowi ich... „dobroci”.