piątek, 27 maja 2016

Remigiusz Mróz – „Trawers”



Wiktor Frost odsiaduje swój wyrok na Podgórzu, w więzieniu przeznaczonym dla skazanych po raz pierwszy. Na swój sposób próbuje sobie radzić z tą sytuacją, a także z uporczywie męczącymi go migrenami. Do pewnego czasu udaje mu się nie wzbudzać większego zainteresowania u współwięźniów. Jednak jak można się spodziewać w takim miejscu szczęście musi w końcu go opuścić. Dodatkowo spokój burzy przesyłka jaką dostaje z zewnątrz oraz list... Powodują one, że zrezygnowany do tej pory Wiktor postanawia zacząć działać. Być może jeśli znajdzie lepszego prawnika uda się coś zdziałać? Nowym obrońcą komisarza zostaje nie kto inny jak... doskonale znana wszystkim miłośnikom prozy Moroza, Joanna Chyłka.

W tym samym czasie prokurator, Dominika Wadryś-Hansen, rozpoczyna nowe śledztwo. W Tatrach zostało znalezione ciało mężczyzny z syryjską monetą w ustach, a sprawca zadał sobie sporo trudu, by utrudnić identyfikację denata. Siłą rzeczy rozpoczynają się dyskusje – czy Bestia powróciła? Może naprawdę nadal żyje? Nikt jednak nie chce poważnie podchodzić do takich sugestii, a syryjska moneta mimowolnie ściąga podejrzenia na grupę syryjskich uchodźców, która została niedawno zakwaterowana w Kościelisku.

Sytuacja zaczyna zmieniać się diametralnie zarówno w Krakowie, jak i w stolicy polskich Tatr.
Prawniczka, polecona kiedyś przez Szrebską, staje na wysokości zadania. Forst może rozpocząć pościg za Bestią, która prowadząc go za sobą, nieustannie jest o krok przed byłym policjantem.
Wadryś-Hansen ma przed sobą coraz więcej kłopotów. Proste z pozoru śledztwo wciąż się komplikuje, a gwałtowne reakcje mieszkańców niczego nie ułatwiają. Pani prokurator i Edmund Osica trochę na ślepo kręcą się pomiędzy kolejnymi ciałami. Dominika w końcu decyduje się nakłonić Forsta do współpracy. Tylko on jest w stanie zrozumieć mordercę. A mordercy z niewiadomych przyczyn zależy na „rywalizacji” z komisarzem.

Mróz po raz kolejny nie oszczędza czytelnika. Z jednej strony nakładania do chwili zastanowienia się. Po „Rewizji” po raz kolejny wplata do powieści wątek społeczny, stawiając nas przed pytaniem o uchodźców. Mimowolnie stajemy pomiędzy Osicą i Wadryś-Hansen toczącymi spór. Po której stronie staniemy tym razem? Z drugiej strony w doskonale znanym już stylu nie daje chwili wytchnienia – jedno zdarzenie od razu zastępuje kolejny. Akcja znów pędzi, ciągnąc za sobą czytelnika i wciągając coraz głębiej.

„Trawers” po prostu się pochłania, chcąc więcej i więcej, jednocześnie czując, że już nic bardziej nie może nas zaskoczyć, podczas gdy po kilku zdaniach okazuje się, że jednak może. I wciąż zaskakuje. Do samego końca.
Po tej powieści, po tym zakończeniu Remigiusz Mróz jest dla mnie mistrzem wyprowadzania czytelnika w pole. Tak jak Bestia nieustannie „gra” z Forstem, tak samo autor „gra” z nami.



środa, 25 maja 2016

Anna Mieszkowska – „Prawdziwa historia Ireny Sendlerowej”

Każdy z nas w liceum, czytając „Zdążyć przed Panem Bogiem”, poznał Marka Edelmana, uczestnika powstania w getcie warszawskim. A ilu z nas zna Irenę Sendlerową?


Irena Sendlerowa urodziła się 15 lutego 1915 roku. A więc momencie wybuchu II Wojny Światowej miała 24lata. Młoda dziewczyna, która właśnie skończyła studia i ma przed sobą całe życie. Nie próbowała jednak ratować się z wojennej zawieruchy. Wręcz przeciwnie. Nie raz ryzykowała swoim życiem, by pomagać innym, głównie Żydom. Znana jest przede wszystkim z działalności w Żegocie – Radzie Pomocy Żydom, gdzie była kierowniczką Referatu Dziecięcego. Irena Sendlerowa nie tylko próbowała zadbać o tych, którzy żyli w najcięższych warunkach i którym najbardziej brakowało jedzenia, ale przede wszystkim ratowała dzieci, organizując ich wyjście poza mury getta. Nie raz zaledwie kilkumiesięczne dzieci dostawały szansę na życie w „normalnym” świecie. Najczęściej z całej rodziny przeżywały tylko one.

Książka „Prawdziwa historia Ireny Sendlerowej” to nie zbiór suchych faktów. Autorka, Anna Mieszkowska, włożyła sporo wysiłku w to, byśmy mogli zobaczyć na kolejnych stronach prawdziwego człowieka. Nie idealnego bohatera, ale właśnie człowieka. Mieszkowska spędziła sporo czasu na rozmowach z samą Ireną Sendlerową, z których cytaty są przytaczane raz po raz. Otrzymujemy również zapis rozmowy z córką, Janką, wypowiedzi osób, które z Sendlerową w konspiracji współpracowały, a także tych, którzy otrzymali od niej szansę na drugie życie.

Dla Ireny Sendlerowej akcja pomocy Żydom, której był wierną i oddaną uczestniczką, nigdy się nie skończyła. Trwała nadal dzięki kontaktom z uratowanymi, ich dziećmi i wnukami. Pisali do niej z całego świata. Pamiętali. Była ostatnią, która wiedziała, kim byli, zanim przekroczyli mur warszawskiego getta. (str. 173)

Oprócz poznania sylwetki kobiety, która całe swoje życie poświęciła pomocy innym, dostajemy także niesamowitą lekcję historii. Możemy chociaż w niewielkim skrawku przeczytać o tym, jak wyglądało życie wojennej Warszawy, getta. Są to opisy bardzo przejmujące i wzruszające, z których powinniśmy nauczyć się wyciągać wnioski.

Wojna Hitlera (...) stała się pierwszą w historii wojną świadomie zwróconą także przeciwko dzieciom. Wymordowanie dzieci stało się jednym z celów wojennych Hitlera. Szło w tym przypadku nie o wszystkie dzieci z krajów okupowanych, lecz o reprezentantów zupełnie konkretnej grupy: o dzieci żydowskie. W tym jednym przypadku o wszystkie. (…) dzieci żydowskie, łącznie z niemowlętami, z woli Hitlera i jego najbliższego otoczenia politycznego, przy cichej zgodzie lub udawanej niewiedzy większości społeczeństwa niemieckiego i bierności większości społeczeństw okupowanej Europy, zostały skazane na śmierć. Umierały zabijane najokrutniej, jak tylko sobie można wyobrazić (…). ten wyrok śmierci został wykonany na oczach ślepego na tę zbrodnię świata, mającego za jedyne alibi – niedowierzanie. (str. 59)

Jak już wspominałam publikacja została zbudowana na wielu wypowiedziach różnych osób, ale nie tylko. Jest także zbiorem całego mnóstwa zdjęć, dokumentów i artykułów z gazet. W moim poczuciu jest to naprawdę wartościowa pozycja, która powinna być poznana przez jak największe grono czytelników.



Dla mnie osobiście najbardziej przejmujące, obok tych dotyczących samej wojny, jak ten przytoczony powyżej, były fragmenty odnoszące się do uratowania z getta Michała Głowińskiego. Bo jak wyglądałoby dziś polskie literaturoznawstwo, gdyby mały Michałek nie dostał drugiej szansy? Przecież połowa tekstów czytanych przez nas na studiach, to te autorstwa Głowińskiego...


Gorąco polecam Wam tę książkę!

czwartek, 19 maja 2016

Nicola Thorne – „Powrót do Wichrowych Wzgórz”

Książkę znalazłam na bibliotecznej półce zupełnie przypadkiem. Chwile zastanawiałam się, nie mając dobrych przeczuć, jednak w końcu zabrałam ją ze sobą z nastawieniem, że najwyżej chociaż trochę się pośmieję.



Akcja rozpoczyna się prawie 40lat po zakończeniu „Wichrowych Wzgórz” Emily Bronte. Autorka utrzymuje książkę w konwencji oryginału – na samym początku poznajemy Toma Lockwooda, syna pana Lockwooda. Tom przed śmiercią ojca otrzymuje od niego spisaną historię i zostaje zobowiązany, by dowiedzieć się jak dalej potoczyły się losy jej bohaterów.
Jakiś czas później Tom Lockwood przyjeżdża do Gimmerton, a po kilku dniach wybiera się razem z psem na spacer. Dociera aż do Wichrowych Wzgórz. Tam spuszczony ze smyczy pies wpada między stado owiec, przez co sprowadza na siebie i swojego właściciela gniew gospodarza. Jest to wysoki, dobrze zbudowany i bardzo nie przyjemny w kontaktach mężczyzna. Zaraz potem przed domem pojawia się kobieta i kilkuletnia dziewczynka – Cathy. Gdy Tom w końcu odchodzi, właściciel zwraca się do niego słowami:
Powiedz im pan – nakazał – żeś widział Antoniego Heathcliffa, słyszysz pan? I że jest tak samo szalony, jak zawsze!
Połączenie imienia Cathy oraz nazwiska Heathcliff robi na nim piorunujące wrażenie.

Niedługo później Tom dociera do Agnieszki Dean – kobiety, która może mu opowiedzieć dalszy ciąg historii pozostawionej przez ojca. Agnieszka, będąc młodą dziewczyna, przejęła po swojej ciotce pracę w Drozdowym Gnieździe. Mieszkająca sama, starsza kobieta chętnie zaczyna opowiadać...

Katy i Heroton po ślubie przenieśli się do Drozdowego Gniazda, rozpoczynając tam szczęśliwe życie. Hareton został sędzią, a wkrótce na świat przyszedł ich syn Rainton. Niedługo potem Katy znów spodziewała się dziecka. Wszystko zdawało się układać idealnie. Jednak nie do końca. W nowej pani Earnshaw zaczynała się budzić tęsknota za matką której nigdy nie znała, a także charakter Katarzyny. Pod wpływem licznych opowieści o duchach Katarzyny i Heathcliffa dziewczyna coraz więcej czasu spędzała na wrzosowiskach, a później nawet odwiedzała znienawidzone Wichrowe Wzgórza, oczekując od starego Józefa opowieści o matce, którą przecież znał od dzieciństwa. Spędzając wiele czasu w pokoju Katarzyny, Katy znajduje zapisane imię matki wraz z trzema nazwiskami – Earnhaw, Linton, Heathcliff. Dziewczyna uświadamia sobie, że to ona jest tym wszystkim. Piętno wszystkich trzech rodzin wyraźnie się na niej odciska, a Wichrowe Wzgórza stają się jej marzeniem. Zdaje jej się, że dopiero w domu matki osiągnie spokój.
Hareton zabrania żonie wycieczek do starego domu i postanawia go wynająć. Nowymi mieszkańcami zostają – Dorota Ibbitson, oraz jej syn Jack. Jak się wkrótce okazuje jest on... synem Heathcliffa. Dorota opowiada nam krótko jego dzieje, gdy na trzy lata zniknął z wrzosowisk. On nie wiedział, że ma drugiego syna, a Jack nie miał pojęcia, że jego prawdziwym ojcem nie jest pan Ibbitson.

Jak można się spodziewać, nie zwiastuje to niczego dobrego. Dorota wyznaje, że zdecydowała się na wynajem domu pod wpływem chęci zemsty na Earnshawach, którzy krzywdzili i poniżali jej ukochanego. Te emocje szybko udzielają się Jackowi, a Katy nie pozostaje obojętna na jego urok.
W powieści raz, po raz przeplatają się drogi Heathcliffa oraz Earnshawów. Tak jak w pierwowzorze, wciąż miesza się sobą miłość, nienawiść i chęć zemsty, a kolejne zatargi i urazy przechodzą na kolejne pokolenia...



Kiedy rozpoczęłam lekturę musiałam przyznać, że nie jest tak źle jak się spodziewałam. Na pewno dużym plusem jest utrzymanie formy książki, o czym już wspominałam na początku. Dzięki temu wszystko wydaje się bardziej spójne. Również do samego klimatu w zasadzie nie można mieć uwag. Dopiero pod koniec, kiedy opowieść momentami staje się ogólniejsza wszystko lekko się rozmywa, jednak przez większą część trzyma równy poziom. Przez to można powieść po prostu czytać, nie próbując jej ciągle oceniać. Jednak gdyby przyjrzeć się dokładniej... nagle odnaleziony syn i takie, a nie inne sploty zdarzeń powodują, że fabuła zaczyna wyglądać na nieco naciąganą. Trudno uwierzyć w tak długo trwającą walkę między dwoma rodami, zwłaszcza, gdy osoby, od których to wszystko się zaczęło już dawno nie żyją. Chociaż z drugiej strony, co by nie mówić, pasuje to do ich charakterów.


Jeżeli nie boicie się, że ta lektura zepsuje wasze wrażenie po „Wichrowych wzgórzach”, rozmyje klimat oryginalnych wrzosowisk, a bardzo chcecie poznać dalsze losy bohaterów ukochanej książki i dowiedzieć się kim jest Antoni Heathcliff oraz dlaczego Drozdowe Gniazdo stoi teraz opuszczone... powróćcie do Wichrowych Wzgórz w któreś deszczowe popołudnie.