F. Scott Fitzgerald – „Wielki Gatsby”

Wiele osób widziało film, niektórzy czytali książkę... Ja poznałam Gatsby'ego dopiero teraz. I było to spotkanie bardzo urocze.




Fitzgerald zapisał całą historię w pierwszej osobie – z punktu widzenia Nicka Carraway'a. Nick to młody mężczyzna, który już z perspektywy jakiegoś czasu opowiadania o Gatsbym. Nick po przeprowadzce na wyspę na wschód od Nowego Jorku zostaje sąsiadem bogacza, właściciela ogromnego domu, organizującego co weekend huczne imprezy, na które zjeżdża się mnóstwo osób – niekoniecznie zaproszonych. 

Jay Gatsby, bo to właśnie on jest bogatym sąsiadem Nicka, to człowiek tajemnica. Każdy z jego gości snuje swoje własne teorie dotyczące historii jego życia. Kim tak naprawdę jest Gatsby Wam nie powiem. Niech każdy odkrywa to podczas własnej lektury. 

Pewnego dnia i Carraway zostaje oficjalnie zaproszony na jedno z kolejnych przyjęć i jak się później okazuje nie jest to zaproszenie tylko kurtuazyjne. Nick zostaje... przyjacielem Gatsby'ego? A na pewno jego powiernikiem i w pewnym sensie pomocnikiem w realizacji marzeń, chociaż jak mówi na początku, Gatsby prezentował wszystko to, do czego żywił niekłamaną pogardę. Ostatecznie jednak Jay okazał się w porządku. W końcu to właśnie Nick był ostatnią osobą, która przy Gatsbym pozostała. 

W historii pojawiają się również przyjaciele Nicka – Daisy i Tom Buchanan, przyjaciółka Daisy – Jordan Baker, mechanik samochodowy Wilson i jego żona Myrtle. Każda z tych postaci odgrywają swoją, istotną rolę w życiu Gatsby'ego. 

Powieść jest napisana bardzo prosto. Może jest to zasługa tłumaczenia (które jest naprawdę świetne), może samego autora, ale czyta się z prawdziwą przyjemnością. I chociaż chciałam marudzić, że nie czuć tych nowojorskich lat 20, epoki jazzu, bo gdyby się uprzeć równie dobrze można by niektóre elementy przenieść i do współczesnego Hollywood. To jednak w ogólnym rozrachunku całość ma w sobie coś tak wyjątkowego, coś zupełnie nieuchwytnego, czego nazwać się nie da, a co sprawia, że książka jest... urocza. Wiem, że słowo infantylne i niekoniecznie pasujące do niektórych zdarzeń, ale inaczej tego nazwać się nie da. Może to właśnie zasługa napisania, ale naprawdę mam ochotę przeczytać jeszcze raz!

Komentarze

  1. A ja go poznam za niedługo. Książkę już rezerwuję w bibliotece :)
    Dzięki za recenzje i przypomnienie o tej książce :)
    Pozdrawiam
    Jadwiga
    Zajęcza Nora

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak Jadwiga przeczyta to mi opowie :)
    Nominowałem ciebie do LBA Nominacja tutaj :) Zapraszam do zabawy :)
    Pozdrawiam
    Zając

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz