środa, 12 sierpnia 2015

Anna Ficner-Ogonowska – „Alibi na szczęście”

tytuł: Alibi na szczęście
autor: Anna Ficner-Ogonorwska
wydanie: Znak 2012
liczba stron: 656


Od dłuższego czasu nie sięgałam po książki tego typu, a więc typowo obyczajowe, powiedzmy „romantyczne”. Z bardzo prostego powodu – każda kolejna rozczarowywała mnie coraz bardziej.
W przypadku „Alibi na szczęście” było zupełnie inaczej, chociaż nie do końca spokojnie. Po raz pierwszy zajrzałam do książki już jakiś czas temu, ale wtedy od razu odłożyłam, twierdząc, że nie mój styl, że niczym nie porywa. Tym razem te same kilka stron wystarczyło bym się zakochała w sposobie opisu wewnętrznych przemyśleń, uczuć... Później pomyślałam: Okej, fajnie, ale... żeby tu było coś specjalne? A później wpadłam po uszy.

Ale od początku... Bohaterką powieści, będącej pierwszą częścią cyklu, jest Hanka. 26 letnia nauczycielka języka polskiego, starająca się wrócić do normalnego funkcjonowania po tragedii jaka ją spotkała. Stara się koncentrować na kolejnych zadaniach, na pracy i jak sama mów, boi się życia. U jej boku nieustannie jest Dominika. Przyjaciółka, będąca przeciwieństwem Hani. Energiczna, mówiąca zawsze prosto z mostu co myśli i próbująca ustawiać „siostrę” do pionu. Dobrym duchem Hanki jest też pani Irenka. Starsza kobieta znad morza, służąca zawsze radą i dobrym słowem.
Do grona bohaterów dołącza niedługo Przemek, nowy ukochany Dominiki, oraz jego przyjaciel Mikołaj, który wysuwa się pozycję bohatera głównego tuż obok Hani.

W czasie całej powieści stopniowo poznajemy historię Hanki. I to jest jedną z jej głównych zalet. Nie od razu wiemy co sprawiło, że dziewczyna z tak ogromną rezerwą podchodzi do czekającej na nią przyszłości. Towarzyszymy jej w próbach zmierzenia się z „demonami” przeszłości, które musi spróbować pokonać, oswoić i w nieśmiałych próbach wyjścia naprzeciw boskiemu planowi, jak mówi pani Irenka.

Mikołaj, będąc po nieudanym związku, w czasie wakacji nad morzem zauważa zaczytaną, smutną dziewczynę. Obserwuje ją i robi kilka zdjęć. W końcu ona wyjeżdża, a i on musi wrócić do Warszawy, gdzie jednak cały czas jego myśli uciekają w stronę fascynacji z plaży. W końcu poznaje ją, jako... nauczycielkę swojego młodszego brata. Po jakimś czasie ich drogi znów się krzyżują, a Mikołaj próbuje zbliżyć się do „dziewczyny zza rubikonu”...

Jak już wspominałam na samym początku za serce chwycił mnie sposób opisu, ale trzeba też zauważyć, że wszystkie postacie są świetnie za rysowane. Żadna nie miesza się z inną, każda ma w sobie coś charakterystycznego tylko dla siebie. Obok szerokiego przeglądu bohaterów otrzymujemy też szeroki wachlarz emocji, które nam się udzielają. Zaczynałam czytać ze łzami w oczach, później pojawiał się niekontrolowany śmiech, a w końcu szeroki uśmiech zachwytu.

Zdecydowanie polecam. Warto zatracić się w skomplikowanym świecie uczuć Hanki, dać się porwać nad morze na herbatę z cytryną i na chociaż krótkie spotkanie ze szczęściem w kolorze pomarańczowym. A morska woda może w końcu przestanie być szara i stanie się błękitna?

2 komentarze:

  1. Mam na półce wszystkie 3 tomy - lekka, odprężająca lektura. Podobały mi się kwestie Dominiki, jednak ta jęcząca wciąż Hania mnie irytowała.Zgadzam się co do wyrazistości postaci - ciekawie zarysowane charaktery.Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja miałam zupełnie odwrotnie. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że Hania mogłaby nie jęczeć... Odbiór tych dwóch postaci chyba zupełnie zależy charakteru czytającego :)
      Pozdrawiam! I dziękuję za komentarz :)

      Usuń