środa, 6 grudnia 2017

Remigiusz Mróz – „Większość bezwzględna”

(Jeśli nie czytałeś pierwszego tomu, tą recenzją go sobie zaspojlerujesz!)

Po tym jak w poprzednim tomie Hauer nie dotarł do sejmu na głosowanie nad konstruktywnym wotum nieufności, Adam Chronowski wciąż zasiada na fotelu premiera. A gdyby miało się to zmienić, stara się zapewnić sobie ochronę ze strony Seydy. Obok dalszych prób zaprowadzenia porządku na Polskiej scenie politycznej, motywem przewodnim tej książki jest spotkanie głów kilku państw, które ma się odbyć w Malborku, a jego celem jest poprawienie stosunków rosyjsko-ukraińskich. Niedługo przed nim jednak zaczynają pojawiać się niepokojące informacje jakoby Polska miała stać się kolejnym celem zamachów terrorystycznych.



A co u głównych bohaterów?
Patryk Hauer powoli dochodzi do siebie po wypadku, który zakończył poprzedni tom i próbuje zmierzyć się z nową, trudną dla niego rzeczywistością. Dodatkowo po upływie miesiąca na nowo stara się też zorientować w obecnej sytuacji politycznej, oraz w motywacjach i celach wszystkich partii, a może nawet wręcz każdego polityka z osobna. Tradycyjnie jest obok niego Milena niezmiennie skupiona na politycznych aspektach jego życia.
Daria Seyda, jako prezydent musi zmierzyć się z kolejnymi bardzo trudnymi decyzjami. Zarówno jeśli chodzi o rozgrywki polityczne, o to co dzieje się w Polce i na świecie, jak i o sprawy rodzinne. Tylko czy w ogóle można to tak rozdzielić? Nie łączyć w jedną sprawę? Ponadto spawy utrudnia fakt, że kobieta w dalszym ciągu nie wie, co zdarzyło się w motelu w Jankach, ani jak bardzo zaszkodzi to jej i państwu, jeśli w końcu wypłynie.

„Większość bezwzględna” to bardzo dobra kontynuacja serii w „Kręgach władzy”. Powieść wciąga już od pierwszych stron i nie pozwala czytelnikowi się oderwać. Sytuacja na, stworzonej przez autora, polskiej scenie politycznej zmienia się tak dynamicznie, że podczas czytania wciąż towarzyszy chęć, by dowiedzieć się, co się wydarzy po przewróceniu kolejnej kartki. Jeżeli tylko ktoś odrobinę interesuje się polityką z całą pewnością da się wciągnąć w świat pełen kombinacji politycznych, które przerażają gdy pomyślimy, że tak naprawdę mogą wyglądać praktyki polityczne. Moim zdaniem to największe zalety tej powieści, czy też serii. Bohaterowie wciąż pozostają dla mnie nieco obojętni, chociaż przecież z zaangażowaniem śledziłam ich dalsze losy. Moja sympatia już od pierwszego tomu najbardziej chce się skłonić w stronę Hauera, jednak... wciąż nie potrafię się zdecydować czy go lubić, czy nie? Jako polityk przecież nie ma mniej za uszami od innych. Ale nie da się ukryć, że bardzo mnie ucieszyło, kiedy w „Większości bezwzględnej” Patryk czuł nieprzyjemne ukłucia, kiedy patrzył na swoje życie prywatne.

Drugi tom politycznej serii Mroza to również kolejna książka, gdzie autor po raz kolejny sięga po aktualne tematy. Wątek terroryzmu co prawda już pojawił się w „Inwigilacji”, jednak tutaj rozwija się on niejako od drugiej strony.
Jest to też kolejna książka, w której Mróz jak zwykle nie oszczędza swoich bohaterów. Oj nie oszczędza.... Wydaje mi się, że tak mocnego zakończenia jeszcze nie było. Chociaż jeżeli chodzi o to, czy jest zaskakujące to w moim przypadku nie aż tak, jak niektóre zakończenia Chyłek. Samo zdarzenie było zapowiadane przez większą część książki i pytanie raczej poległo na tym czy już, czy jeszcze nie. Jedyne czego się nie spodziewałam to aż takiego zasięgu – autor postawił się przed baaardzo trudnym problemem.

„Większość bezwzględna” nie trafi na półkę moich ulubionych lektur, ale z całą pewnością jest to bardzo dobra książka Remigiusza Mroza. Osoba, która nie lubi polityki może poczuć się przytłoczona ilością politycznych zwrotów akcji, niejasnych pobudek i prawniczych zagadnień. Natomiast jeśli ktoś lubi takie klimaty, z całą pewnością będzie równie zadowolony jak ja, z czasu spędzonego z Hauerem i Seydą.

Stan wyjątkowy w Polsce? I ostatecznie co dalej, jeśli konstytucja już nic dalej nie przewiduje? Brzmi ciekawie, prawda?  

piątek, 3 listopada 2017

Kristin Hannah – „Słowik”



Isabelle i Vianne to dwie siostry. Nie miały zbyt kolorowego dzieciństwa. W efekcie bardzo się od siebie oddaliły, a trudne doświadczenia ukształtowały je zupełnie odmiennie. Gdy we Francji faktycznie rozpoczyna się wojna i Niemcy wchodzą do Paryża, Isabelle właśnie została wyrzucona z kolejnej szkoły dla panien, a Vianne zostaje w domu sama z córką, gdy jej mąż zostaje zmobilizowany.
Jedna z sióstr robi wszystko by ocalić swoją rodzinę, by zapewnić jej spokój, nawet wtedy, gdy zaczyna u nich kwaterować niemiecki oficer. Druga nie potrafi pogodzić się z podpisanym przez rząd zawieszeniem boni, uważa, że Francja powinna walczyć dalej – jej droga wiedzie do podziemia, gdzie podejmuje się kolejnych wyzwań... A priorytety obu kobiet wciąż tylko mocniej komplikują ich relację...

Słowik” to tak naprawdę historia o miłości. O miłości jaka łączy dwójkę ludzi, o miłości do rodziny, do kraju... Ile dla każdej z nich bylibyśmy w stanie poświęcić? Każda z sióstr musi dokonać takich wyborów, mając świadomość, że ryzykuje życiem swoim i nie tylko swoim.

W książce Kristin Hannah nie znajdziemy zbyt wielu faktów historycznych. Autorka rzadko wspomina co aktualnie dzieje się na arenie międzynarodowej. Skupia się bardziej na historii ludzi. To właśnie przez losy Isabelle i Vianne zostaje nam przedstawiona wojna – jej wszystkie trudy i okrucieństwa.

Wiadomo, że od książek wojennych oczekuję wiele i trudno jest mnie zadowolić (dlatego też tak długo zwlekałam z sięgnięciem po ten tytuł). A jeszcze trudniej jest mi zaznaczyć na „Lubimy czytać” dziesięć gwiazdek (do tej pory tyle dostało zaledwie kilka książek i były to w większości klasyki) – w przypadku „Słowika” po prostu nie miałam innego wyboru. Książka jest bardzo dobrze napisana, a treścią mocno chwyta za serducho i nie chce puścić. Jeszcze nigdy nie wylałam nad książką tylu łez, jak kończąc tę. Mało tego, na palcach jednej ręki mogłabym policzyć ile razy w ogóle zdarzyło mi się płakać nad jakąś lekturą.

Jeżeli ktoś jeszcze się waha, niech to będzie dla niego najlepszą rekomendacją. 

czwartek, 5 października 2017

Remigiusz Mróz – „Oskarżenie”



Oskarżenie” rozpoczyna się jakiś czas po wydarzeniach kończących poprzedni tom. Do Chyłki zwraca się o pomoc żona Tadeusza Tesarowicza, dawnego opozycjonisty. Mężczyzna odsiaduje wyrok za dokonanie czterech morderstw, a kobieta uważa, że ma nowy dowód na jego niewinność. Joanna początkowo nie ma zamiaru brać tej sprawy, uważając, że jest z góry przegrana. jednak zmienia zdanie, gdy kobieta, z którą rozmawiała zaledwie kilka godzin wcześniej, umiera.

Żona Tesarowicza otrzymała od kogoś wiadomość, która może wszystko zmienić. Ta sama osoba wkrótce wysyła maila do Oryńskiego... Ktoś ewidentnie próbuje mieć wszystko i wszystkich pod kontrolą, by rozegrać tę sprawę na własnych warunkach.

Po zakończeniu „Inwigilacji” chyba każdy czekał na ten tom z taką samą niecierpliwością. Jak ułoży się życie bohaterów po tym co zaserwował im autor? Chociaż Zordon nie jest już aplikantem, na żądanie Chyłki ma pomagać jej przy nowej spawie. Naturalny układ sił nie trwa jednak długo, a niezdany egzamin adwokacki to jego najmniejszy problem w tej części...
Jeśli chodzi o relację Chyłki i Zordona, którą tak zachwycałam się ostatnio, to tradycyjnie możemy spodziewać się u nich całego mnóstwa słownych przepychanek i przytyków. Oraz niestety niezdecydowania.

Oskarżenie”, jak każda książka Remigiusza Mroza, wciąga od pierwszych stron i nie pozwala się oderwać. Tempo akcji po kilku wolniejszych tomach, znów nieco wzrasta i ponownie pojawiają się sceny rodem z thrillera. Autor po raz kolejny nie oszczędza swoich bohaterów (czytelników też). W związku z czym najnowszy tom Chyłki pochłonęłam w dwa dni, co zdarza się bardzo, bardzo rzadko.
Ale czy, tak jak zawsze działo się to wcześniej, najnowsza część znów wskoczyła po przeczytaniu na pierwszą pozycję mojego osobistego rankingu? A no tym razem to „Inwigilacja” rozsiadła się tam jeszcze wygodniej. Dlaczego? Nie jestem do końca w stanie tego jednoznacznie stwierdzić. Prawdopodobnie najbardziej przyczyniło się do tego jedno rozwiązanie po jakie sięgnął autor – od naprawdę bardzo dawna spodziewałam się tego i zanim to nastąpiło, uznałam taką możliwość za najłatwiejszą.


Jednak nie znaczy to, że książka nie była doba. Tak jak już wspominałam, pochłonęłam ją, nie mogąc się oderwać. I czytając, chciałam więcej i więcej. Dopiero kiedy ją skończyłam, a emocje opadły, pojawił się jakiś... niedosyt? Dopiero wtedy okazało się, że między mną a Chyłką tym razem coś nie do końca zagrało. Ale z taką samą niecierpliwością czekam na ponowne spotkanie z Chyłką i Zordonem.