piątek, 3 listopada 2017

Kristin Hannah – „Słowik”



Isabelle i Vianne to dwie siostry. Nie miały zbyt kolorowego dzieciństwa. W efekcie bardzo się od siebie oddaliły, a trudne doświadczenia ukształtowały je zupełnie odmiennie. Gdy we Francji faktycznie rozpoczyna się wojna i Niemcy wchodzą do Paryża, Isabelle właśnie została wyrzucona z kolejnej szkoły dla panien, a Vianne zostaje w domu sama z córką, gdy jej mąż zostaje zmobilizowany.
Jedna z sióstr robi wszystko by ocalić swoją rodzinę, by zapewnić jej spokój, nawet wtedy, gdy zaczyna u nich kwaterować niemiecki oficer. Druga nie potrafi pogodzić się z podpisanym przez rząd zawieszeniem boni, uważa, że Francja powinna walczyć dalej – jej droga wiedzie do podziemia, gdzie podejmuje się kolejnych wyzwań... A priorytety obu kobiet wciąż tylko mocniej komplikują ich relację...

Słowik” to tak naprawdę historia o miłości. O miłości jaka łączy dwójkę ludzi, o miłości do rodziny, do kraju... Ile dla każdej z nich bylibyśmy w stanie poświęcić? Każda z sióstr musi dokonać takich wyborów, mając świadomość, że ryzykuje życiem swoim i nie tylko swoim.

W książce Kristin Hannah nie znajdziemy zbyt wielu faktów historycznych. Autorka rzadko wspomina co aktualnie dzieje się na arenie międzynarodowej. Skupia się bardziej na historii ludzi. To właśnie przez losy Isabelle i Vianne zostaje nam przedstawiona wojna – jej wszystkie trudy i okrucieństwa.

Wiadomo, że od książek wojennych oczekuję wiele i trudno jest mnie zadowolić (dlatego też tak długo zwlekałam z sięgnięciem po ten tytuł). A jeszcze trudniej jest mi zaznaczyć na „Lubimy czytać” dziesięć gwiazdek (do tej pory tyle dostało zaledwie kilka książek i były to w większości klasyki) – w przypadku „Słowika” po prostu nie miałam innego wyboru. Książka jest bardzo dobrze napisana, a treścią mocno chwyta za serducho i nie chce puścić. Jeszcze nigdy nie wylałam nad książką tylu łez, jak kończąc tę. Mało tego, na palcach jednej ręki mogłabym policzyć ile razy w ogóle zdarzyło mi się płakać nad jakąś lekturą.

Jeżeli ktoś jeszcze się waha, niech to będzie dla niego najlepszą rekomendacją. 

czwartek, 5 października 2017

Remigiusz Mróz – „Oskarżenie”



Oskarżenie” rozpoczyna się jakiś czas po wydarzeniach kończących poprzedni tom. Do Chyłki zwraca się o pomoc żona Tadeusza Tesarowicza, dawnego opozycjonisty. Mężczyzna odsiaduje wyrok za dokonanie czterech morderstw, a kobieta uważa, że ma nowy dowód na jego niewinność. Joanna początkowo nie ma zamiaru brać tej sprawy, uważając, że jest z góry przegrana. jednak zmienia zdanie, gdy kobieta, z którą rozmawiała zaledwie kilka godzin wcześniej, umiera.

Żona Tesarowicza otrzymała od kogoś wiadomość, która może wszystko zmienić. Ta sama osoba wkrótce wysyła maila do Oryńskiego... Ktoś ewidentnie próbuje mieć wszystko i wszystkich pod kontrolą, by rozegrać tę sprawę na własnych warunkach.

Po zakończeniu „Inwigilacji” chyba każdy czekał na ten tom z taką samą niecierpliwością. Jak ułoży się życie bohaterów po tym co zaserwował im autor? Chociaż Zordon nie jest już aplikantem, na żądanie Chyłki ma pomagać jej przy nowej spawie. Naturalny układ sił nie trwa jednak długo, a niezdany egzamin adwokacki to jego najmniejszy problem w tej części...
Jeśli chodzi o relację Chyłki i Zordona, którą tak zachwycałam się ostatnio, to tradycyjnie możemy spodziewać się u nich całego mnóstwa słownych przepychanek i przytyków. Oraz niestety niezdecydowania.

Oskarżenie”, jak każda książka Remigiusza Mroza, wciąga od pierwszych stron i nie pozwala się oderwać. Tempo akcji po kilku wolniejszych tomach, znów nieco wzrasta i ponownie pojawiają się sceny rodem z thrillera. Autor po raz kolejny nie oszczędza swoich bohaterów (czytelników też). W związku z czym najnowszy tom Chyłki pochłonęłam w dwa dni, co zdarza się bardzo, bardzo rzadko.
Ale czy, tak jak zawsze działo się to wcześniej, najnowsza część znów wskoczyła po przeczytaniu na pierwszą pozycję mojego osobistego rankingu? A no tym razem to „Inwigilacja” rozsiadła się tam jeszcze wygodniej. Dlaczego? Nie jestem do końca w stanie tego jednoznacznie stwierdzić. Prawdopodobnie najbardziej przyczyniło się do tego jedno rozwiązanie po jakie sięgnął autor – od naprawdę bardzo dawna spodziewałam się tego i zanim to nastąpiło, uznałam taką możliwość za najłatwiejszą.


Jednak nie znaczy to, że książka nie była doba. Tak jak już wspominałam, pochłonęłam ją, nie mogąc się oderwać. I czytając, chciałam więcej i więcej. Dopiero kiedy ją skończyłam, a emocje opadły, pojawił się jakiś... niedosyt? Dopiero wtedy okazało się, że między mną a Chyłką tym razem coś nie do końca zagrało. Ale z taką samą niecierpliwością czekam na ponowne spotkanie z Chyłką i Zordonem.


wtorek, 19 września 2017

John Boyne – „Chłopiec w pasiastej piżamie”

Trwa II Wojna Światowa. Bruno, dziewięcioletni chłopiec, pewnego dnia wraca ze szkoły i zastaje w domu wielkie pakowanie. Jego rodzina musi się przeprowadzić ze względu na awans ojca, który jest żołnierzem. Dziecko nie potrafi zrozumieć, dlaczego musi opuścić swój ukochany dom, swoich przyjaciół i cały Berlin. Zwłaszcza gdy docierają do nowego domu, który jest o wiele mniejszy, a do tego położy na pustkowiu. Prawie na pustkowiu.

Bruno i jego rodzina od tej pory mieszkają w Po-Świeciu. Jedyne zabudowania w pobliżu można dostrzec z okna pokoju chłopca – są niskie domki za bardzo wysokim drucianym płotem; a jedynymi ludźmi – mężczyźni i chłopcy w pasiastych piżamach, których można dotrzeć w sporym oddaleniu za ogrodzeniem.

Pewnego dnia Bruno wyrusza na wyprawę wzdłuż płotu. W końcu dostrzega chłopca siedzącego niedaleko od ogrodzenia. Zaczynają rozmawiać, wymieniają się informacjami o sobie i spostrzeżeniami o świecie jaki do tej pory poznali. Chłopiec ma na imię Szmul, urodził się tego samego dnia co Bruno i pochodzi z Polski. Dopiero od niego Bruno dowiaduje się, że teraz znajdują się właśnie w... Polsce. Wkrótce w chłopcach rodzi się pomysł na odwiedzenie „wioski” Szmula...

Chłopiec w pasiastej piżamie” pozwala nam spojrzeć na wojnę oczami dziecka. A właściwie oczami dwóch chłopców patrząc na siebie z dwóch stron ogrodzenia obozu. Z aktualnego punktu widzenia, z naszą wiedzą przejmujące jest niezrozumienie Bruna. Chłopiec nie pojmuje co właśnie dzieje z jego światem. Dlaczego w związku z rozkazem Furii musi opuścić miasto, które do tej pory było centrum jego świata? Co ojciec ma na myśli, mówiąc, że ludzie których obserwuje z okna, nie są ludźmi? Dlaczego nie może pobawić się ze swoim nowym przyjacielem?


Historię przedstawioną w tej książce znałam już wcześniej z filmu o tym samym tytule. I porównując książkę z ekranizacją, film wypada bardziej emocjonująco. Jednak mimo to John Boyne stworzył lekturę, którą powinien przeczytać każdy i która mimo ciężkiego tematu jest napisana niezwykle przystępnie i podczas czytania wręcz znika w oczach.