czwartek, 5 października 2017

Remigiusz Mróz – „Oskarżenie”



Oskarżenie” rozpoczyna się jakiś czas po wydarzeniach kończących poprzedni tom. Do Chyłki zwraca się o pomoc żona Tadeusza Tesarowicza, dawnego opozycjonisty. Mężczyzna odsiaduje wyrok za dokonanie czterech morderstw, a kobieta uważa, że ma nowy dowód na jego niewinność. Joanna początkowo nie ma zamiaru brać tej sprawy, uważając, że jest z góry przegrana. jednak zmienia zdanie, gdy kobieta, z którą rozmawiała zaledwie kilka godzin wcześniej, umiera.

Żona Tesarowicza otrzymała od kogoś wiadomość, która może wszystko zmienić. Ta sama osoba wkrótce wysyła maila do Oryńskiego... Ktoś ewidentnie próbuje mieć wszystko i wszystkich pod kontrolą, by rozegrać tę sprawę na własnych warunkach.

Po zakończeniu „Inwigilacji” chyba każdy czekał na ten tom z taką samą niecierpliwością. Jak ułoży się życie bohaterów po tym co zaserwował im autor? Chociaż Zordon nie jest już aplikantem, na żądanie Chyłki ma pomagać jej przy nowej spawie. Naturalny układ sił nie trwa jednak długo, a niezdany egzamin adwokacki to jego najmniejszy problem w tej części...
Jeśli chodzi o relację Chyłki i Zordona, którą tak zachwycałam się ostatnio, to tradycyjnie możemy spodziewać się u nich całego mnóstwa słownych przepychanek i przytyków. Oraz niestety niezdecydowania.

Oskarżenie”, jak każda książka Remigiusza Mroza, wciąga od pierwszych stron i nie pozwala się oderwać. Tempo akcji po kilku wolniejszych tomach, znów nieco wzrasta i ponownie pojawiają się sceny rodem z thrillera. Autor po raz kolejny nie oszczędza swoich bohaterów (czytelników też). W związku z czym najnowszy tom Chyłki pochłonęłam w dwa dni, co zdarza się bardzo, bardzo rzadko.
Ale czy, tak jak zawsze działo się to wcześniej, najnowsza część znów wskoczyła po przeczytaniu na pierwszą pozycję mojego osobistego rankingu? A no tym razem to „Inwigilacja” rozsiadła się tam jeszcze wygodniej. Dlaczego? Nie jestem do końca w stanie tego jednoznacznie stwierdzić. Prawdopodobnie najbardziej przyczyniło się do tego jedno rozwiązanie po jakie sięgnął autor – od naprawdę bardzo dawna spodziewałam się tego i zanim to nastąpiło, uznałam taką możliwość za najłatwiejszą.


Jednak nie znaczy to, że książka nie była doba. Tak jak już wspominałam, pochłonęłam ją, nie mogąc się oderwać. I czytając, chciałam więcej i więcej. Dopiero kiedy ją skończyłam, a emocje opadły, pojawił się jakiś... niedosyt? Dopiero wtedy okazało się, że między mną a Chyłką tym razem coś nie do końca zagrało. Ale z taką samą niecierpliwością czekam na ponowne spotkanie z Chyłką i Zordonem.


wtorek, 19 września 2017

John Boyne – „Chłopiec w pasiastej piżamie”

Trwa II Wojna Światowa. Bruno, dziewięcioletni chłopiec, pewnego dnia wraca ze szkoły i zastaje w domu wielkie pakowanie. Jego rodzina musi się przeprowadzić ze względu na awans ojca, który jest żołnierzem. Dziecko nie potrafi zrozumieć, dlaczego musi opuścić swój ukochany dom, swoich przyjaciół i cały Berlin. Zwłaszcza gdy docierają do nowego domu, który jest o wiele mniejszy, a do tego położy na pustkowiu. Prawie na pustkowiu.

Bruno i jego rodzina od tej pory mieszkają w Po-Świeciu. Jedyne zabudowania w pobliżu można dostrzec z okna pokoju chłopca – są niskie domki za bardzo wysokim drucianym płotem; a jedynymi ludźmi – mężczyźni i chłopcy w pasiastych piżamach, których można dotrzeć w sporym oddaleniu za ogrodzeniem.

Pewnego dnia Bruno wyrusza na wyprawę wzdłuż płotu. W końcu dostrzega chłopca siedzącego niedaleko od ogrodzenia. Zaczynają rozmawiać, wymieniają się informacjami o sobie i spostrzeżeniami o świecie jaki do tej pory poznali. Chłopiec ma na imię Szmul, urodził się tego samego dnia co Bruno i pochodzi z Polski. Dopiero od niego Bruno dowiaduje się, że teraz znajdują się właśnie w... Polsce. Wkrótce w chłopcach rodzi się pomysł na odwiedzenie „wioski” Szmula...

Chłopiec w pasiastej piżamie” pozwala nam spojrzeć na wojnę oczami dziecka. A właściwie oczami dwóch chłopców patrząc na siebie z dwóch stron ogrodzenia obozu. Z aktualnego punktu widzenia, z naszą wiedzą przejmujące jest niezrozumienie Bruna. Chłopiec nie pojmuje co właśnie dzieje z jego światem. Dlaczego w związku z rozkazem Furii musi opuścić miasto, które do tej pory było centrum jego świata? Co ojciec ma na myśli, mówiąc, że ludzie których obserwuje z okna, nie są ludźmi? Dlaczego nie może pobawić się ze swoim nowym przyjacielem?


Historię przedstawioną w tej książce znałam już wcześniej z filmu o tym samym tytule. I porównując książkę z ekranizacją, film wypada bardziej emocjonująco. Jednak mimo to John Boyne stworzył lekturę, którą powinien przeczytać każdy i która mimo ciężkiego tematu jest napisana niezwykle przystępnie i podczas czytania wręcz znika w oczach. 


środa, 30 sierpnia 2017

Włodzimierz Odojewski – „Katyń. Milczący niepokonani”

Katyń. Milczący niepokonani” nie są opowieścią o samej zbrodni, ale o jeszcze jednym kłamstwie z tym morderstwem związanym. O kłamstwie mało znanym, dziś niemal zapomnianym. Inspirującą główny wątek tej powieści była autentyczna historia przełomu lat 1945-1946 próby zainscenizowania w Polsce procesu katyńskiego, mającego uprzedzić proces norymberski i udowodnić jednoznacznie winę Niemców.Opowieść Odojewskiego nie jest wierną rekonstrukcją tej mało znanej historii, jest raczej fabularnym wniknięciem w jej tajemnicę, jest jej literacką interpretacją. (fragment z okładki)



Bohaterem powieści jest Roman. Mężczyzna wraca do Polski z obozu w Murnau. Jeszcze w obozie, ale już po wyzwoleniu, otrzymał propozycje poprowadzenia w kraju procesu przeciwko mordercom z Katynia, gdzie zginął również jego brat Andrzej. Na samym początku przestawiona zostaje nam również sytuacja prywatna bohatera. Bardzo typowa dla Odojewskiego – Roman był zakochany w Annie, która później została żoną jego brata.


Mężczyzna wracając do Polki z trudem orientuje się w obecnej sytuacji. Rozpoczyna pracę w prokuraturze, starając się wprowadzić w życie standardy według których pracował przed wojną. Jednak nie zostaje mu to umożliwione.

Książka bardzo dobrze przedstawia sytuację tamtych osób, a zwłaszcza bohatera, który w czasie wojny był poza Polską. Roman nie rozumie strachu innych, ich obaw. Podobnie jest ze sprawą, którą ma powadzić. Z biegiem czasu rozumie coraz mniej, albo może właśnie coraz więcej... Na pierwszych kilkudziesięciu stornach pada znamienne zdanie: (…) i on tamto wszystko na tej polanie znowu ujrzał, bo przecież widział kiedyś zdjęcia, wiele zdjęć, Niemcy je celowo wśród nich, jeńców w obozie, rozpowszechniali, próbując wciągnąć w swoje kłamstwa (…).


W książce „Katyń. Milczący niepokonani” można znaleźć styl tak charakterystyczny dla Odojewskiego – długie, zamotane zdania, w których czasami trudno odnaleźć miejsce i czas akcji, dialogi wciągnięte w tekst... Jednak tutaj nie jest to aż tak wyraźne jak w książkach z cyklu podolskiego. Dlatego myślę, że osoby, które nie przepadają za takim stylem pisania, tutaj nie powinny mieć dużego problemu z przebrnięciem przez tę powieść, która w dodatku jest niezwykle krótka.

Po „Katyń...” musiałam sięgnąć ze względu na miłość do Odojewskiego i historii. Myślę, że osoby o podobnym goście powinny znaleźć w niej coś dla siebie. Jednak na pewno nie stanie się jedną z moich ulubionych.